Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 734 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Przygody Hester i nie tylko...

piątek, 24 lipca 2015 0:01

 

       www.polskiemuzy.pl                                                          www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
0_a9006_bf2555a0_orig.gif....
 
 

Dość dawno gdzieś dalej nie podróżowałam, a na ogół tak było, że w czasie takich eskapad zawsze jakieś przygody się trafiały, przyjemne i nie. Podczas ostatniej nocy, może podświadoma tęsknota, za taką powtórką z "rozrywki", wywołała przygodowe marzenia senne ... Działo się, działo ... i jak to we śnie bywa bez ładu i składu... Uciekałam przez wertepy, mroczne lasy, bagna, a nawet na pustyni się znalazłam... Ukrywałam się przed jakimś bliżej nieokreślonym wrogiem, który czaił się na każdym kroku... Pewnie to echo doświadczeń wirtualnych... Trzymałam za rękę małą dziewczynkę , która chyba była moją córeczką. "Chyba" bo raz nią była, a raz nie... W pewnym momencie schroniłam się w jakimś domu w środku lasu. Ten dom śnił mi się już kilka razy w innych okolicznościach. Tam dali mi jeść i pić, i tam też okazało się , że po drodze zostałam okradziona ze wszystkiego. Przyglądałam się sobie w lustrze z ogromnym zaskoczeniem. Ja to czy nie ja...? Odzienie, które miałam na sobie, było zniszczone. Ni stąd, ni zowąd, pojawiły się moje ciocie i kuzynki, które ze zdziwieniem na mnie patrzyły i zachęcały do przebrania, bo miałam uczestniczyć w ceremonii ślubnej. Kim byli Państwo Młodzi tego nie wiedziałam. Problem w tym , że nie było w co się ubrać, gdy nagle na łóżku spostrzegłam spódnicę i bluzkę z jedwabiu w tonacji ciemnego beżu. To raczej nie mój kolor, ale strój nawet się do mnie dopasował, lecz brakowało mi akcentu w postaci biżuterii, która też , jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znalazła się . Był to mój ulubiony naszyjnik z kilku sznurów pereł . Nawet wytworne buciki okazały się w sam raz. Od razu poczułam się lepiej, ale pojawił się nowy problem, skąd wezmę pieniądze na kwiaty... Zamierzałam zadzwonić do męża, żeby mi wysłał kartę bankomatową , lecz okazało się i że telefon mi skradli, który dla bezpieczeństwa schowałam do biustonosza, widać , że ten schowek okazał się mało bezpieczny... W końcu ktoś mi dał jakieś trzy różowe lilie... Nie zachwyciłam się tym bukietem. Tak to się przewlekło w czasie , że nie zdążyłam na ślubowanie w kościele, ale księdza widziałam , coś do mnie mówił . Zjawiłam się , gdy rzucali ryżem na Młodą Parę . Przy okazji nieźle mi się tym ryżem oberwało... Potem były weselne tańce , tyle, że kiedy spojrzałam na swoje nogi, zobaczyłam na nich jakieś wysłużone , obłocone tenisówki, poczułam dreszcze i na tym sen się urwał ... Opisałam w skrócie, bo sen obfitował w rozliczne szczegóły i trwał chyba ze dwie godziny. Powyższy przykład pokazuje, że zaskakujące przygody spotykają nas nie tylko w realu. Podczas snu doznajemy równie traumatycznych lub przyjemnych doznań co na jawie, częściej są to obrazy niepokojące .

 

Pamiętniki Lady Hester Stanhope

 

Tymczasem Hester po zwiedzeniu Egiptu na arabskim statku popłynęła do Jaffy. Zachowywała się jak królowa zgodnie z treścią przepowiedni. Kupiła sobie dorodnego ogiera araba, uprząż oraz haftowane złotem czerwone siodło. Wystroiła się też w sułtańskie szaty bogato haftowane złotem. Olśnił ją królewski przepych. Wynajęła służących i wielbłądy a nawet kupiła niewolników. Z takim orszakiem wyruszyła przez pustynię. Ubodzy Beduini dziwili się, widząc taki przepych. Myśleli, że Hester jest istotą nieziemską, która zeszła z niebios na ziemię. Przez takie postrzeganie stała się niedotykalna i uwielbiana, co skrupulatnie wykorzystywała. Po całej okolicy rozeszła się też wieść, że przybyła córka sułtana Anglii. Na koniec sierpnia 1812 r. Hester ze swoimi nadwornymi i z wielkim "hukiem" pojawiła się w Damaszku. Mimo ostrzeżeń nie założyła czadoru, jednak z tego powodu nie miała żadnych nieprzyjemności. ludzie wiwatowali na jej cześć - "Meleki! Królowa!". Do dyspozycji od paszy otrzymała dom w chrześcijańskiej dzielnicy. Los jej sprzyjał. Jednak dom nie podobał się Hester, więc ostatecznie zamieszkała w innym, w dzielnicy muzułmańskiej przy meczecie, co w tamtym czasie było dla chrześcijan niedozwolone, lecz Hester to się udało. Informowała, że kłaniali się jej nawet najbardziej zatwardziali muzułmanie i że ofiarowali jej kawałek skały Mahometa, a w miejskiej bibliotece miała dostęp do wszystkich świętych ksiąg, co również zakazane było dla chrześcijan. Na zaproszenie paszy brała kiedyś udział w wielkim święcie. Opisywała później, że wzdłuż schodów i ścian komnat ustawiono dwa tysiące żołnierzy i służących. Dostała wtedy, w podarunku od paszy, dwa wspaniałe konie arabskie, które po jakimś czasie zdechły z powodu nosacizny. Podczas przebywania w Damaszku szukała sposobu na wyjazd do ruin Palmyry, która była stolicą dużego państwa, niemal na całym terenie Azji Mniejszej, należącego niegdyś do królowej Zenobii. Prawdopodobnie Hester chciała poznać zabytki tego miasta - niesamowite, potężne kolumnady i świątynie, które zawdzięczały swą wielkość królowej Zenobii, kobiecie a nie mężczyźnie. Odmówiła przyjęcia zbrojnej eskorty zaproponowanej przez paszę, bo przyrzekł jej ochronę wódz plemienia Beduinów, emir Mahannah El Fadel . Tak więc pod koniec marca 1813 roku, składająca się z 40. wielbłądów, 20 beduinów na koniach oraz kilkudziesięciu niewolników i służących, karawana wyruszyła przez pustynię do Palmyry. Codziennie rozbijano namioty, jak było to w zwyczaju koczowników. Podróż przez pustynię trwała osiem dni. Wokół starożytnych murów Palmyry mieszkało półtora tysiąca Arabów. Według relacji Meryona widok był oszałamiający. Przybysze ujrzeli ładnie ubrane, przepiękne dziewczęta z girlandami kwiatów na włosach, siedzące na cokołach kolumnady prowadzącej do łuku tryumfalnego. Pozostałe kobiety stały w trzyosobowych grupkach wokół łuku. Na widok Hester zerwały się i zaczęły śpiewać , idąc za nią w korowodzie, a gdy znalazła się przy łuku, kobiety i mężczyźni utworzyli wokół niej krąg. Było to wzruszające widowisko, Hester poczuła się znowu jak prawdziwa królowa, zwłaszcza kiedy pod łukiem tryumfalnym założono jej wieniec na głowę. Dcn.

 

https://youtu.be/8oQfZFEYr3A 

 


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Przygody Hester ...

wtorek, 21 lipca 2015 21:52

 

       www.polskiemuzy.pl                                                          www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
.......
 
...
 
Edgar Degas - "Żółta tancerka"


O Hester krążyły kontrastowe opinie, według jednych była miłą, pociągającą kobietą, gdy inni podsumowywali ją bezwzględnie - męska, despotyczna, nieprzyjemna. Towarzyszący Hester lekarz nie lubił Bruce'a, bo uważał , że ten usiłuje zniechęcić Hester do niego i usunąć z towarzystwa oraz skarżył się, że Hester dwa razy poszła na obiad tylko z Michaelem. Doktor Merryon stawał się coraz bardziej zazdrosny. Po roku pobytu w Gibraltarze całe towarzystwo wybrało się do Turcji. Stopniowo też dojrzewała miłość między Hester a Michaelem. Hester bez oporów opowiedziała się za życiem w konkubinacie z czternaście lat młodszym mężczyzną, co dawniej było skandalem w odróżnieniu do czasów obecnych, w których spotkać można coraz więcej takich związków z jeszcze większą różnicą wieku, ba, zdarza się, że teściowa jest młodsza od synowej, ale to już całkowita patologia... Ostrzegawczo zachował się bywalec salonów generał Oakes, który po ojcowsku odważył się podpowiedzieć Hester, że w ten sposób narażą się na nieprzyjemności i odrzucenie ze środowiska, jednocześnie przyrzekając, że mogą liczyć na jego wsparcie. Źle na ten związek zareagował jej brat, zarzucając w liście, że jest nieobyczajna. Hester zarzekała się, że nie chce widzieć brata do czasu, nim ten nie zmieni o niej zdania. Napisała też o swojej miłości do ojca Bruce'a i zapewniła, że kiedy Michael postanowi połączyć się z młodszą kobietą , nie będzie w tym przeszkadzała. Jesienią 1811 roku Hester i jej towarzysze na greckim żaglowcu popłynęli ze Stambułu do Egiptu. Nie była to jednak spokojna podróż, gdyż u wybrzeży wyspy Rodos żaglowiec się rozbił. Łódź ratunkowa uratowała rozbitków, którzy stracili cały dobytek. Na wyspie bez jedzenia i picia ponad dobę schronieniem dla nich była grota. Do najbliższej wioski doszli po trzech dniach, gdzie Hester szybko doszła do siebie... Przebrana w męski strój turecki z mieszkańcami wsi tańczyła ich ludowe tańce. Postawa godna aprobaty... Dzięki generałowi angielska fregata zabrała ich do Aleksandrii, a angielski bankier Hester przysłał fundusze na pokrycie wszystkich strat, tak więc historia Hester po tych przygodach jeszcze bardziej si ę rozkręciła w kole zwanym przeznaczeniem... Cdn.
PS. Czasami człowieczy los gotuje takie niespodzianki, że żaden literat nie jest w stanie temu dorównać... Jak na dziś dosyć tej pisaniny. Zadanie domowe dla czytelników wykonane... Polecam "plażową " lekturę - Wolf Kielich - "Podróżniczki" - "W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy", tłum. Małgorzata Diederen - Woźniak. Wszystkim życzę miłego wieczoru - Krystyna

 

https://youtu.be/0HEhx4qsqC4   

Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Pierwsze podróżniczki

środa, 08 lipca 2015 0:42

 

       www.polskiemuzy.pl                                                          www.pielgrzymki.szczecin
 
 
Polecam ...
 
 
...
 
Nie wszyscy przeczytają książkę, więc przybliżę jej treść poprzez przedstawienie interesującej podróżniczki ... 
...
 
Przez wieki mówiło się o kobiecie, że jest aniołem domowego ogniska. Gdzieś to określenie pogubiło się na drodze ludzkości. Nie słyszałam, by ktoś teraz tak mówił o kobiecie. Paradoks w tym, że kobiety same zadbały, by tak o nich nie mówiono jak  poeta, z przełomu XVIII i  XIX wieku,   John Keats  -   " O Boże, ona jest jak biała owieczka wołająca o mężczyznę, który będzie ją chronił". . .  Dawniej kobieta była uzależniona od męża, który decydował o wszystkim. Kobietę oceniano surowiej niż mężczyznę.  Dobrze miała się pruderia.  W kieracie obłudnej obyczajowości nie żyło się kobietom najłatwiej. Jednak znalazły się takie, które buntowały się przeciwko takiej rzeczywistości.  Kobiety współczesne przechodzą same siebie, są wulgarne, często gorsze niż najgorsi mężczyźni. Gdzie im do  owieczek?  A i nie marzą o mężczyźnie, który będzie się nimi opiekował, bo są samowystarczalne. Ale nie o tym chcę dziś pisać a o pewnej interesującej kobiecie podróżniczce. Otóż należała do grupy kobiet buntowniczek, które wiedziały , czego chcą. Wiek XIX to okres wielkich wypraw do Afryki, Ameryki i Australii. Absurdalne wydawało się, że kobiety będą w tych wyprawach brać udział, a jednak do tego doszło. Okazało się, że kobiety, poszukiwaczki przygód,  pod tym względem były tak samo zdeterminowane  jak mężczyźni. Epoka wiktoriańska nie sprzyjała kobietom podróżniczkom, które nie zważając na przeszkody , brały udział w wyprawach w głąb lądu czy też wspinały się i na najwyższe szczyty. Na początku wypraw kobiet było tak, że wyruszały one z niewielką grupą i bez wystarczającego zabezpieczenia. W odróżnieniu , też od mężczyzn, dla których takie eskapady były próbą szukania bogactwa, one robiły to z zamiłowania do przygody. Zachowywały się też inaczej niż mężczyźni, toteż tubylcy bardziej im ufali ze względu na ich pokojowe nastawienie. Nie straszyły bronią i szybciej się dogadywały.  Jedną z nich nazywano królową pustyni. Przepowiednia głosiła, że pojawi się Europejka i zbuduje dom na wzgórzach Libanu. Będzie miała władzę większą niż sułtan. Będzie przy niej chłopiec bez ojca i pod jej patronatem nadążać będzie swoją drogą. Po serii nieszczęść i wojen na białym koniu nadjedzie mahdi (mesjasz, wybawiciel), a kobieta z Europy będzie uczestniczyć w jego misji... Cdn.
 
https://youtu.be/uMZnnAcw4KM  
 
https://youtu.be/r-9uhDSXsss 
 
 
 
 

Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Andrea Bocelli gościem u "Całej w niebieskim niebycie..."

poniedziałek, 17 marca 2014 14:54

 

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.szczecin

Andrea Bocelli znowu gościem u "Całej w niebieskim niebycie..."

 

Wpis ten dedykuję Hani...

 

 Slajd1.JPG

Andrea - mistrz uśmiechu...

 

Slajd1.JPG

 Znowu On? Andrea Bocelli? Tak, bo wzrusza i dostarcza pozytywnej energii. Ma niezwykły urok osobisty, spowodowany niesłychanie pięknym uśmiechem. Proszę zwrócić uwagę na to, ile to  czaru i jaką moc ma Jego uśmiech, który zniewala kobiece serca...?  Tak uśmiechają się Aniołowie... I takie uśmiechy z kobiet czynią "niewolnice"...  Zatem, Andrea Bocelli, znowu gościem u „Całej w niebieskim niebycie”…, przecież   nie napiszę , że u W D I, jakim to tytułem honoruje mnie Vojtek z Warszawy, bo zaraz gromy by się posypały i zarzut, że jestem zarozumiała, podczas gdy „cała w niebieskim niebycie” kojarzy się niektórym z kimś, kto ma niezupełnie ... pod „sufitem…”, więc, z czystej asekuracji, taki właśnie początek wymyśliłam dla tego przesłania…  Kolejny temat o Andrei Bocellim wywołała Hania w komentarzu pod wpisem o wędkowaniu.… Dlatego, specjalnie dla Niej, poszperałam w internecie , a jaki tego rezultat, przekonacie się sami.

Przywołuję komentarz Hani :

 

„Przed chwilką na Kulturze zakończył się koncert Bocellego, ten koncert z Portofino. Pewnie o tym Krysiu pisałaś… Cudowne, cudowne, cudowne!!! Pierwszy duet niesamowity a potem ach – „Besame mucho” głos płynie a do tego gitara”, niesamowita gra, chyba jakiś Ekwadorczyk… Andrea namiętnie i aksamitnie *

Besame , besame mucho

como si fuera esta noche

la ultima vez.

Besame , be same mucho

Que tengo miedo a perderte

Perderte despues.

*

No cudo Krysiu.Tylko duet z Niemką trochę mniej przypadł mi do gustu, miała piękny silny głos, ale w duecie zbyt dominowała nad Andreą. I jeszcze ta dekoracja. Genialna w swojej prostocie. Światła portu, tonące w półmroku domy, obrysowane ostrą świetlistą kreską. Jak na obrazie. Cud miód- musiałam tu napisać.”

.................

Wyobraź sobie, Haniu,  ten koncert na żywo, w takiej naturalnej scenerii. Andreę Bocellego można słuchać w nieskończoność … Najwyraźniej  Andrea i Ciebie zauroczył  wykonaniem meksykańskiej  piosenki „Besame mucho” (Całuj mnie mocno).  Piosenka jest wyjątkowa, z dużym ładunkiem erotycznym, w dobrym tego słowa znaczeniu, bo przesycona liryzmem. Napisał ją w 1940 roku Consuelo Vela`quez, a po raz pierwszy wykonał ją Emilio Tuero. 

(Najprościej można połączyć się z  You Tube , wpisując w wyszukiwarce tytuł piosenki i wykonawcę... Linki nie zawsze łączą... )

 

http://youtu.be/i3qIJ_lBHeo    

http://youtu.be/nQcKtq9VXpI    

 

Wykonawców  i wykonawczyń,  tej,  pełnej namiętności, piosenki jest wielu...

Zapraszam do wysłuchania  różnych wykonań. . .

 

Cesaria Evora -

http://youtu.be/Esdl_3kKSBk

 

Tino Rossi -  (bardzo mi się podoba to wykonanie....) !!!

http://youtu.be/2ZSADBhXBm4     

 

Placido Domingo -

http://youtu.be/GtbqSR2bqEI

 

Dalida -  

http://youtu.be/PsgNs-IKkFk

 

The Beatles

http://youtu.be/dg48JepkiRo  

 

Julio Iglesias 

http://youtu.be/d1qIbN6Wlxc  

 

Najbardziej do mnie przemawia wykonanie Andrea Bocelli...

 

http://youtu.be/83lnl6hOmUw   

Z innego koncertu...

http://youtu.be/C8VaA8gfhys  

 

Slajd1.JPG

A tak Andrea Bocelli śpiewa piosenkę Edith Piaf...

 

http://youtu.be/4REbp0s_G9w  

Niektórzy krytycy muzyczni uważają , że Andrea Bocelli swoją popularność zawdzięcza kampanii marketingowej i dziennikarzom, a hiszpański  tenor Placido Domingo  klasyfikuje go jako artystę z kręgu kultury pop i nie uznaje go jako operowego śpiewaka. Przez pierwszych przemawia "wypaczone ucho" zadufanych w sobie profesjonalistów, a przez Placido Domingo najzwyklejsza zawiść. Jednemu i drugiemu talentu odmówić nie można, ale zdecydowanie wolę barwę głosu i sposób wykonania Andrei Bocellego. Negatywnie o włoskim tenorze wyraziła się także polska śpiewaczka mezzosopranowa Alicja Węgorzewska -  Whiskerd, nazywana śpiewaczką "spodenkową" (odgrywa męskie role).  Otóż ta świetna, jakby nie było, śpiewaczka, nieładnie wyraziła się o Andrei, mówiąc , że "jest nudny, bez charyzmy i ma maleńki, miauczący głosik...". Taka ocena degraduje śpiewaczkę, w moich oczach,  jako kobietę i człowieka, mimo że pozytywnie odbieram jej kunszt śpiewaczy. Może tak powiedziała, bo odmówił zaśpiewania z nią w duecie, a może obawiała się rywalizacji i zazdrościła...? Jej ocena nie jest oceną prawdziwą. Andrea Bocelli jest ponad taką krytykę, ma wielu  wielbicieli, którzy doceniają należycie Jego talent.   Nie bez znaczenia w ocenie tego śpiewaka jest podziw wynikający z talentu tego artysty jak i z powodu nieszczęścia, jakie go spotkało  wskutek utraty wzroku... Niektórzy mimo tego, że  mają pod "górkę", to i tak osiągają szczyty...  Uśmiechnięta twarz Andrei przekonuje do wiary w wartości, które są ponad wszelkimi zaburzeniami.   

 

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Białogłowy i Ernest Bryll

sobota, 22 czerwca 2013 20:38

 

 

 

Slajd1.JPG

 

 

Miałam zabrać się do omawiania dalszego ciągu tematu – skandale w sztuce, lecz pod wpływem impulsu chwili zabrałam się do innych treści. Pomysłów na pisanie nie mam, one po prostu we mnie są  i to tak spotęgowane, że jest z czego wybierać tylko nie ma kiedy… Trzy dni temu otrzymałam realizację zamówienia z Edycji św. Pawła. Wyjątkowo solidna firma, tak pakują książki, że trudno je rozpakować, pewnie z ostrożności przed złodziejami … Pytanie ciśnie się na usta – czy są w obecnych czasach amatorzy książek, gotowi je ukraść? Chyba nie. Wśród zamówionych książek, pięknie wydana, w twardej okładce,  z Ernestem Bryllem rozmowa o rodzinie, życiu i poezji,  Izabeli Górnickiej – Zdziech. Dzisiaj przeczytałam jednym tchem… Dużo zdjęć, interesująca narracja. Warto taką książkę – album w swojej biblioteczce mieć. Dowiedziałam się z niej , czego o poecie nie wiedziałam, mimo że jako polonistka razem z uczniami wiersze tego poety niejednokrotnie przerabiałam. Lubiłam je bo godne uwagi. Ernest Bryll przyznaje się , że  nie lubi siebie jako poety. Uważa , że opracował rzeczy, które wydają mu się ważniejsze i że nie powinien znaleźć się w programie lektur szkolnych bo tam miejsce dla poetów nieżyjących. Poeta pięknie odnosi się do swojej o dwadzieścia lat młodszej żony Małgosi, która obecna jest w jego życiu na co dzień.  „Dochodzimy do Częstochowy, by zobaczyć kaplicę średniej jakości architektonicznej, czarną, w której wisi przeciętnej wartości ikona. Nic olśniewającego, a jednocześnie jest tak, ze wchodzisz i czujesz, że obraz jest „namodlony”, a miejsce – jakże ważne. Przeżywałem to z Małgosią z okazji wydania mojego albumu częstochowskiego z wierszami. Jest tam ławeczka z klęcznikiem dla bardzo ważnych osób, a przed tobą na wprost – obraz…” Małżonka towarzyszy mu wszędzie. Ernest Bryll jak przystało na prawdziwego mężczyznę z szacunkiem wyraża się o kobietach jego życia – babce, matce, żonie, córkach. Moje blogi odwiedzają mężczyźni, którzy uważają kobiety za istoty niższego rzędu, to dla nich wyszukałam wiersz irlandzkiego poety o niewiastach a konkretnie z   http://bryll.pl/category/irlandia/) – zachęcam do zapoznania się z tą  stroną…

 

 

„Nie mów źle o białogłowach”

 

Nie ma w tym dowcipu wcale

Kto dla błędów ich surowy

Tego za to nie pochwalę

Kocham to przekorne plemię

Jasność ich i słodką mowę

I nienawiść budzi we mnie

Kto oczernia białogłowę

Czyliż one wymyśliły

Nasze wojny, krwawe zmowy

Co kraj w gruzy obróciły -

Nie mów źle o białogłowach

Toć biskupi i prymasi

I król, który nam królował

Byli na ich wdzięki łasi -

Nie mów źle o białogłowach

One zawsze lgną do chłopców

Co odważni, młodzi, zdrowi

Nie chcesz tej skłonności popsuć -

Nie mów źle o białogłowach

Nigdy ich nie zadowolą

Władcze brzuchy, siwe głowy

Wciąż rycerzy młodych wolą -

Nie mów źle o białogłowach

 

(Nie mów źle o białogłowach, tłum. M. Goraj)

 Autorem wiersza jest Gerald Fitzgerald.

 

http://youtu.be/2T9nJsuPbEw

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Jestem z Marsa... Opowiadanie z życia wzięte...

sobota, 16 kwietnia 2011 1:08

 

 

  

 www.polskiemuzy.pl                     www.pielgrzymki.szczecin.pl

 

Zapraszam do :

 

www.polskiemuzy.pl 

 

Znajdziecie tam moje dwa nowe artykuły o błędach i cierpieniu ...

Szukajcie w kategorii - Myśli lub w Nowościach...

 

 

Wczorajsza rozmowa ze znajomą chorą na schizofrenię przypomniała mi opowieść pielęgniarza pracującego w domu opieki społecznej w Niemczech. Opowiadał o swej posłudze chorym, często jeszcze młodym ludziom oraz staruszkom i starcom. W Jego relacji wyczuwało się wielki sentyment do tego, co robi, a nade wszystko szacunek do podopiecznych..  Mimo często groteskowych sytuacji, wywołujących salwę śmiechu, zachował dystans, rozwagę i zrozumienie w stosunku do ludzi, o których opowiadał , oddając wiernie to, co oni sobą przedstawiali i jak się zachowywali. Oczywiste jest to, że zawód, który wybrał, to odpowiedź na powołanie. Gdy cokolwiek czyni się z miłością, to wszystko wokół, pomimo nawet swej nienormalności, wydaje się normalne. Jedna historia szczególnie zrobiła na mnie wrażenie. Postaram się nadać jej formę opowiadania.

 

 

Jestem z Marsa…

 

 Zza drzwi dobiegały odgłosy porannej krzątaniny. Franz spojrzał na okno. Dniało. Rozwidnione światło przeciskało się przez lekko rozchylone żaluzje. Przeciągnął się leniwie. Sięgnął po lusterko. Była to, od zawsze,  jego pierwsza czynność po przebudzeniu.  Jako były wojskowy przestrzegał pewnych rytuałów i rygorów.

Wyprężył się i zasalutował. – „Cześć generale!”   

Wydał z siebie okrzyk wojskowy tak donośny, że było go słychać w kanciapie pielęgniarza, który właśnie przygotowywał się do porannych czynności.

 – „O, Franz już urzęduje, ciekawe co dziś wymyśli”,

powiedział do siebie, rozkładając lekarstwa w pojemniczkach.

Tymczasem Franz zdążył już wstać . Na spodnie od piżamy założył dżinsy, a na bluzę szlafrok w czerwono - granatową kratkę. Szyję obwiązał zielonym szalikiem. Na nogi zrobił sobie onuce z prześcieradła, które przed chwilą podarł na cztery równe części. Każdy inny pacjent miałby z tym kłopoty, bo prześcieradło było z lnu,  ale nie on. Silny był jak mało kto. Barczysty, wysoki, dobrze zbudowany. Cokolwiek brał do ręki, to w mgnieniu oka rozpadało się, gdy tylko wpadł w furię. Robił to tak umiejętnie, niemal cyrkowo, że nigdy przy tym się ani nie skaleczył, ani nie wyrządził sobie żadnej krzywdy. Te 55 lat, które dźwigał na swym karku, zaznaczyły się lekko zarysowaną łysiną i siwiejącymi skroniami. Kiedy ubrał na siebie garnitur, wyglądał jeszcze niczego sobie, ale  tak stroił się tylko, kiedy  odwiedzała go matka staruszka z siostrą. Wcześniej wyrywał z doniczek jakiś kwiatek i  wkładał go do butonierki. Tak wygalantowany potrafił czekać przy drzwiach wyjściowych nawet cały dzień, od czasu do czasu snując się po korytarzu jak cień.

O swojej przeszłości nigdy nie opowiadał . Jego pogmatwane koleje losu znał pielęgniarz, Martin, z relacji krewnych i wywiadu środowiskowego oraz z opinii psychologa i psychiatry.

Lata przebyte w wojsku odcisnęły na nim swoje piętno. Podobno w zazdrosnym oślepieniu wystrzelił do kochanka swojej żony. Od tego wszystko się zaczęło. Coraz bardziej upadał na zdrowiu i coraz częściej bezmyślnie, i  godzinami  przesiadywał na ławce przed domem, aż w końcu choroba zawładnęła nim do tego stopnia, że bliscy nie mogli sobie z nim poradzić.

W ten sposób wylądował w tym nieszczęsnym przybytku  trochę jako chory z urojenia…

Tamto zdarzenie głęboko zapisało mu się w pamięci, bo często wyjmował z kieszeni długopis 

 i w przekonaniu, że to pistolet „strzelał” do przechodzących pod oknem mężczyzn.

Z żoną się rozstał, ale uraz pozostał.  Nigdy go nie odwiedza. A on nawet o nią nie zapyta.

Żyje w swoim świecie i wydaje się być szczęśliwy. 

Tego ranka znowu wystroił się po swojemu. Nogi, opatulone szmatami, przewiązał sznurkiem i zabrał się za głowę . Zaczął wokół niej zawijać ręcznik, potem drugi, trzeci, czwarty i piąty.

A wszystkie w innym kolorze. Kiedy piramida była już prawie gotowa, założył  na nią odwrócony beret, do niego wrzucił cukierki, a na to wszystko włożył  kolejno swoje trzy sportowe czapki.

Znowu przejrzał się w lusterku.  Z zadowolenia głośno mlasknął i  usiadł wyprostowany na łóżku.

Gdy Martin wszedł do pokoju, nawet się nie poruszył.

- „Cześć generale…” – powiedział do niego. Ten w rewanżu z całą powagą zasalutował i z kamiennym spokojem tkwił dalej w tej pozycji.

-„Zaraz przyniosę ci śniadanie, myłeś się ? A co ty znowu masz na głowie? Wybierasz się gdzieś?”, rzekł, nieco rozbawiony znanym widokiem, opiekun.

Franz rozejrzał się bojaźliwie po pokoju i niemal szeptem, zwykle mówił głośno, odezwał się

– "Nie myłem się , nie było na to czasu. Zaraz po mnie przyjadą”

- Kto po ciebie przyjedzie , Franz ?” Pielęgniarz zapytał go, jak zawsze tak samo, z odcieniem zaciekawienia..

- „Mówiłem… cicho bądź… Marsjanie po mnie przyjadą …”

-„Czym przyjadą ?”

- „Jak to czym?” – zapytał ze zdziwieniem w głosie, że czegoś takiego nie można wiedzieć.

– „Pojazdem przyjadą, co się nazywa wehikułem czasu, to taki statek kosmiczny…” – Tłumaczył zdenerwowany coraz bardziej.  

- „A ten strój to skąd masz ?”- dopytywał się dalej Martin.

- „Jak to skąd ? Oni mi dali – Marsjanie.. . W jego głosie czuć było poczucie wyższości i z dumy wyprostował się jeszcze bardziej, jakby kij połknął.

- „Wczoraj tam byłeś i dziś znowu, co tam będziesz robił?”– dopytywał się Martin

- „Nie mogę powiedzieć, to misja specjalna”  -  z powagą godną generała odpowiedział Franz.

- „To powiedz mi chociaż jak tam jest na tej planecie, bo ja tam jeszcze nie byłem i czy kobietki tam są ?” – rozpytywał  pielęgniarz, porządkując mu stolik nocny.

Franz skrzywił twarz grymasem i burknął od niechcenia – „Nie bab tam nie ma. Z nimi jedynie same kłopoty. To planeta dla mężczyzn. Cała czerwona,  z wiecznie płonącym ogniem, buchającym z morza. Nie pytaj więcej , bo i tak nie zrozumiesz tego.”

„E… e… nawijasz, jak może z wody buchać ogień i jak mogą być sami mężczyźni… A dzieci to skąd się tam  biorą ?”

Franz skulił się w sobie i po namyśle odpowiedział – „ I tak tego nie zrozumiesz… w środku morza robi się dziura, to z niej wydobywa się ogień, który wybucha  z pieca z głębi planety, a do tego podkłada drwa sam bóg wojny – Mars. I jeszcze ci powiem, choć to tajemnica, że dzieci tam wykluwają się z jajka. Nikomu o tym nie mów, bo oni ciebie zabiją , jak powiesz.”

-„Dobra . Nie powiem. A te jajka skąd biorą?”

Franz niemal się zachłysnął, nim z ogromnym przejęciem odpowiedział –

„Właśnie po to po mnie przyjeżdżają …”

-"Acha…" Ze zrozumieniem pokiwał głową pielęgniarz i rzekł –

„To jak już zakończysz swą misję, przyniosę ci śniadanie".

Chory twierdząco pokiwał głową i odwrócił się do okna w oczekiwaniu na przyjazd kosmicznych wysłańców.  Po chwili zasnął na moment. Obudził się na odgłos otwieranych drzwi. To Martin przyniósł mu jajecznicę na śniadanie.

- Zdejmując mu całe opancerzenie z głowy , zapytał  -

 "I jak tam ... Franz , już po podróży... ?"

Ten w milczeniu pokiwał głową...

 

 http://youtu.be/1SGKtunjQns

 

Pamiętajcie o blogu Hani...

 

www.violka-historie.blog.onet.pl

 

Zapraszam także od mego politycznego blogu - "A capite ad calcem..." (wejście z Ulubionych stron), gdzie jest bomba zegarowa...  - Krystyna Laura

 


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

A rotta di collo pędzę . . . Czy zdążę ze wszystkim?

środa, 02 lipca 2008 14:54

 

 

 

Dziś  w  Wirtualnym  Salonie Laury  -

gość honorowy, wieszcz Cyprian Kamil Norwid...

Zapraszam  :       krystynar2.bloog.pl

 

Kto raz wejdzie, w cudowny obrazami i uczuciami, świat Norwida, ten zakorzeni się w nim na zawsze...  ciągle świadomie wpadam w „Norwidowski teatr świata”, gdzie tyle dramatu w jego przekazie. Tylko człowiek wielki mógł  postrzegać rzeczywistość  ludzką w obliczu teatru. Taka wizja świata i człowieka w kontekście teatru to swoisty etos połączenia codzienności z etyką. Dlatego na drugim bloogu opublikowałam wiersze tego poety. Zachęcam do miłej lektury. Norwid mówi całym sobą – „sumieniem, sercem, żołądkiem, nerwami, frakiem...”, przecież nasze „ja” to duchowość i materia. Ważnym dla myśli Norwida był dogmat wcielenia. Koncepcja paralelizmu psycho-fizycznego, otwarcie na świat i konieczność wymiaru intersubiektywnego. Snuł rozważania nad złożonością osobowości i przeciwieństwami losu, których mu nie brakowało:

„Za długo byłem sam na świecie, za wiele miałem przeciwności – i nazbyt wiele razy przymuszony byłem Boga prosić o przyjaźniejszą rzeczywistość - ażebym tej ostatniej dumnie bytu odmawiał, przekonany, że tylko wśród ekstazy promieniem można być porwanym i o stygmata się uczepić nad mniej zdolnymi braćmi i ziemią cierpieniem zawisnąwszy.”

Wśród wielu pytań jest zawsze wątek moralny. Dojrzewanie  osobowości następuje z udziałem innych, należy o tym pamiętać i spłacać ten dług . Norwid uważał, że jakiekolwiek absolutyzowanie wyłącznych praw jest niedorzeczne. Moralny niepokój jest u Norwida bardzo widoczny w całej twórczości. Poeta ukazuje dramat odzyskiwania wolności w sferze kultury, ile w tym nowatorskich myśli, przez które poeta nie był rozumiany : „Aby przeto nie być cywilizacji manekinem ani w retorcie przygotowanym homunkulusem, trzeba przecie z tej cywilizacji zdać sobie sprawę i od rana do wieczora plany jej mieć przytomne.”

Pomyślałam w tej chwili, że warto przybliżyć niektóre myśli Norwida, więc jeśli czas się znajdzie, to powrócę do tematu.  Świat  wizjonera tak wciąga, że trudno się z niego wyrwać. Moc ducha wynikająca z nadprzyrodzonego wymiaru, gdzie intuicja miesza się z realem to jest to, co mnie w poecie niezwykle pociąga . . . 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Witam. Przed chwilą wysłałam zgłoszenie o źle funkcjonującym liczniku odwiedzin, mam wrażenie, ze ktoś go zablokował, bo komentarze są, a nawet o te kilka osób, które się wpisały, liczba odwiedzin nie wzrosła. Pisałam już o tym od jakiego momentu zaczęły się kłopoty. Poglądów nie zmienię. A może to przypadek? Wprowadzę coś ze starych wpisów, nie wszyscy czytali - Wspomnienie o Piotrusiu

czwartek, 30 sierpnia 2007 13:17
Miał niebieskie oczy,
które zawsze się śmiały.
Nie chodził, siedział z podpórką.
Wymieniał tylko trochę sylab -
niemowlę zdane na wszystkich.
Pił z butelki ze smoczkiem
albo łyżeczką, małymi łykami;
z trudem przełykał,
więc zachłystywał się często.
Wtedy pokój wyglądał,
jakby stado drobiu szukało ziarna.
Miał pieluchy w zapasie
i trochę rzeczy, trzewiki skórzane,
(które dotąd wiszą w przedpokoju).
Ludzie pytają : Dlaczego?
Wiedział, kiedy co będzie w telewizji,
jaki jest wynik liczenia,
że dziadek przyniesie
ptasie mleczko i jakąś zabawkę,
a babcia zaceruje dziury w skarpetce
i coś ładnie zaśpiewa;
gdzie tato chowa pieniądze,
gdzie mama położyła broszkę.
Rozmawiał spojrzeniem,
którym wyrażał swą aprobatę dla dobra i zła.
Lubił, gdy brano Go na ręce..
Był ciągle wątłym chłopcem.

Anioł, wołała na Niego jego dwuletnia siostra
o osiemnaście lat młodsza...
- ,,Pij Tuć, powtarzała z udręką".,
gdy Go karmiła.
Przez całe swoje chore życie
kilkakroć każdej nocy płakał.
Dlaczego - Bóg jeden wie...
Gdy skończył 21 lat
Anioł Śmierci stanął przy Nim nocą.
-,,Nie płacz tej nocy Synku,
pozwól choć raz wyspać"
- poprawiając Mu poduszki.
Tato był wtedy na delegacji,
Piotruś posłuchał mamy.
Ten jeden, jedyny raz nie zapłakał.
Nie zawołał - ,,mam...".
Odszedł na palcach...
Mama płakała najserdeczniej,
w rewanżu posłał ją wraz z rodzeństwem
do Lourdes, które Mu obiecywała,
tak jak prawdziwe skrzypki od Boga.
Na pewno teraz na nich gra...


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Znajoma przyznała się, że po przeczytaniu jednego mego wiersza pomyślała, że jestem Żydówką - ,, ojej, Krysia jest Żydówką, trudno i tak ją będę lubić "...

sobota, 25 sierpnia 2007 16:20

 Ile w tym powiedzeniu tego co polskie... Czujemy się lepsi od innych. Oświadczam, nie jestem Żydówką, ale kocham Żydów tak jak i inne narody. W rodzinie nie było żadnego Żyda (mnie by to nie przeszkadzało), chociaż nigdy nikt nie jest w stanie tak do końca powiedzieć, że tak było na pewno, najśmieszniej, że najprędzej trafić się mógł tam, gdzie go teraz nie szanują.Czyżby katolicy nie pamiętali, że Jezus też był Żydem ? W dodatku pociąga mnie kultura żydowska. Zafascynowa żydowskim pisarzem Szołemem Alejchem Rabinowiczem ( właściwe nazwisko - Szołem Nochem Wewiks) napiszę  ,,Jak Szołem Rabinowicz podróżował przez życie..."  ( Szołem Alejchem znaczy -,,pokój na Was", czyli Dzień dobry).

Szołem Rabinowicz pisał o każdej porze
w salonie, pociągu, restauracji
nie bez racji i serdecznie o tym,
co doświadczył w młodości i potem.

 

Jego ojciec handlował zbożem,
dzierżawił stację pocztową,
dostarczał buraki na sprzedaż,
matka miała sklep bławatny.

 

Jej miejsce zajęła macocha.
Nie pieściła Szołema ani rodzeństwa.
Jako zdolny uczeń ukończył
gimnazjum w wieku lat siedemnastu.

 

W Zofiówce pokochał uczennicę,
dla niej przestał być rabinem,
został nadzorcą posiadłości teścia,
ziemię sprzedał i osiadł w Kijowie.

 

Uciekł do Ameryki po wielkim krachu.
Przez cały czas pisał po hebrajsku,
rosyjsku, później w ,,jidysz".
Rodzinę zostawił w Odessie.

 

Zwiedził Paryż, Wiedeń i inne miasta,
by wrócić ponownie do Rosji,
żyć z pióra nie było łatwo,
pogoda jest tylko dla bogaczy.

 

Hotel ,,Imperial" był mu matką
w czasie kiszyniowskiego pogromu.
Łaskawy był dla niego rok 1905,
ponownie Stany dały mu schronienie.

 

Podczas triumfalnego tournee po Rosji
zachorował na gruźlicę, po czym
wyjechał na włoską Riwierę,
entuzjastycznie podejmowany wszędzie.

 

Jubileusz pisarski był wielkim wydarzeniem
dla Żydów na całym świecie, dla czytelników też,
a wpływy z uroczystości zapewniły pobyt
w uzdrowiskach i kolejny wyjazd do Ameryki.

 

Pracował bez wytchnienia aż do śmierci,
opisywał z zapałem życie na gorąco,
zgodnie z zasadą głoszoną przez niego:
,,Po co zmyślać, skoro życie jest gotową powieścią".

 


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Znowu ukradkiem... Uwzięłam się dzisiaj, psycholodzy dopatrzyliby się tu podtekstów. Spokojnie. Traktujcie wszystko pół - żartem, pół serio - Są i tacy mężczyźni

środa, 22 sierpnia 2007 16:01

Normalni.
Dobrzy.
Wyrozumiali.
Mili.
Nieco dziecinni
ale jest im z tym do twarzy.
Gotowi spełnić każde twe życzenie.
Tylko dlaczego jest ich
coraz mniej...

Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wchodzę do mego blooga i co widzę? Znowu zablokowano mi moje prywatne fotografie z kwiatami, jeśli to moje zdjęcia to mogę je wprowadzać, a jeśli je chce ktoś skopiować, to proszę bardzo, zastrzeżone są jedynie teksty, ale jeśli one nie są ukryte, to dlaczego ukrywają mi zdjęcia? - to do autorów blooga WP. Dzisiejszy dzień pod znakiem trujących mężczyzn. Wykorzystuję każdą wolną chwilę. To taka ucieczka od ,,garów". Czas ucieka, muszę nadrobić stracone lata. - Toksyczni mężczyźni

środa, 22 sierpnia 2007 14:13
Zimny drań co nie okazuje uczuć
kobieta przy nim cierpi
ale on tego nie rozumie
i nie zdaje sobie z tego sprawy
albo taki co znęca się psychicznie
chory z nie z własnej woli
nawet o tym nie wie
czy taki co używa siły
i bije bo taką ma potrzebę
i nie potrafi inaczej
ma to w genach
albo tak został wychowany
i jak tu winić takich
nieświadomych krzywdy wyrządzanej kobietom
które i tak mimo wszystko
nie potrafią się od nich odczepić...

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mężczyzna w oczach kobiety

środa, 22 sierpnia 2007 11:02
Widzą go inaczej ale podobnie
wystarczy coś powiedzieć o nim
już go biorą w obronę
normalny odruch ludzki
co wcale nie znaczy że za chwilę same
nie zaczną się pastwić nad nim
gdy jest spokojny nie pije nie pali
nie odpowie niegrzecznie nie zgani
powiedzą gamoń nie chłop
i odwrotnie zaczną się żalić gdy
kobieciarz niecnota pijak lubieżnik
tak już jest z kobietami
same nie wiedzą czego chcą...

Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kobiety przeżywają krzyże z mężczyznami, a jednak nie potrafią bez nich żyć - Mężczyzna zazdrosny

środa, 22 sierpnia 2007 11:00

Niezwykle męczący typ
potrafi zatruć wszystko
wszędzie węszy zdradę
mści się za coś czego nie ma
on musi być w centrum uwagi
jemu wolno jej nie
ona ma być w cieniu
gdy się buntuje
on ją niszczy
ona sobie myśli
czy tacy są wszyscy?

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dalszy ciąg portretów mężczyzny - Lekkoduch

środa, 22 sierpnia 2007 10:55

Bywa miły. Lubi towarzystwo.
Często bawidamek. A, jakże !
Pieniądze uciekają mu prze palce.
Przy śledziku, przy wódce
miło toast wznieść i te tańce nowe
też nieobojętne, dymek z papierosa
taki uroczy, jaka szkoda,
że pieniądze się skończyły.
Do nowej pensji dwa tygodnie,
kawał drogi, nie będzie co jeść...

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Narażę się dziś panom, na pocieszenie dodam, że lubię mężczyzn . Może któryś odnajdzie tu siebie? - Dyktator

środa, 22 sierpnia 2007 8:57

Częsty typ mężczyzny
że też tacy są
ciarki przechodzą po plecach
kobiety są zdecydowanie lepsze
więc dlaczego spotyka je taki los
najczęściej im lepsza
tym trafia się gorszy model
na pozór inteligentny szarmancki
tak go widzą inni
a w domu szatan krytyk
emocjonalny szantażysta
biedna kobieta przy nim łzy wyciska
albo spręża się w sobie
i od czasu do czasu daje mu w m.... !

Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Konsekwentnie opisuję dziś panów. Feministką nie jestem tylko wrażliwą kobietą, (czy to autoreklama ?), która dosłownie odbiera rzeczywistość, choć zdarza się, że ,,buja w obłokach"' - ,, Narcyz"

środa, 22 sierpnia 2007 8:50
Dba o swój wygląd jak mało kto
godzinami przed lustrem
tu pryszcz tam plamka
wpada w panikę gdy nie dają się usunąć
co lepsze balsam czy krem
włosy musi przylizać woskiem
kosmetyczkę regularnie zalicza
bez perfum nie wyjdzie
ubranie najlepsze buty też
i czego od niego chcesz
narzekająca babo
masz przecież swego
pięknego faceta!

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Trudno z takimi wytrzymać - Skąpiec

środa, 22 sierpnia 2007 8:43
Zdarzają się tacy, niestety, dość często.
Skrzętnie ciułają pieniądze i chowają.
Innym nie dają i sami nic z tego nie mają,
jedynie zgryzotę, oblani potem liczą i liczą,
aż któregoś dnia wszystko tracą .

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdarzają się tacy - Gbur

środa, 22 sierpnia 2007 8:38
Mruk, odpychający typ.
Najczęściej niezadowolony z życia.
Nie lubi siebie i innych.
Zawsze coś komuś wytyka.
o sobie myśli - jestem idealny,
wszystko wiem i wszystko zrobić umiem.
To, że niemiły nie przeszkadza mu wcale
taki z niego drogowy walec...

Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dziś o mężczyznach - Jakiego mężczyzny poszukują kobiety?

środa, 22 sierpnia 2007 8:35

Jakiego mężczyzny poszukują kobiety
sfrustrowane samotnością wieczorów,
zapuszczony odpada, rzadko która
przygarnie takiego dziada, więc szansę ma
nawet taki, co Warsem się skropi
i pali sporty
więc patrzą kobiety, czy gładką ma klatę,
czy dywanik na piersi, intelekt i duszę,
czy przystojniak wysoki z muskułami,
co mówi od rzeczy lub nieduży i zwinny facecik,
może zakompleksioną łysiną błyszczy
albo taki, co odmładza się botoksem
i taki z zapachem z listy przebojów,
ze szronem na skroni i romantycznym gruchaniem,
najchętniej, by był majętny i beznałogowy...
Jakiego mężczyzny poszukują kobiety
sfrustrowane samotnością wieczorów?


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kamień a człowiek

piątek, 10 sierpnia 2007 15:36


Posągowa postać o kamiennym obliczu
z rysami mumii wyrzeźbionymi w kamieniu
milczy jak kamień, bo w duszy ma sopel lodu.

 

Kamienne serce nigdy niczym się nie wzruszy,
a po kamiennej twarzy nie spłynie żadna łza,
każdy wie, kim jest człowiek zimny jak bryły głaz.


Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak świat światem ciągle są takie kobiety - Diana łowczyni

środa, 08 sierpnia 2007 19:45

W białej sukni i łukiem w ręku,
prześciga wszystkich stojących
w kolejce po miłość, która niedługo
będzie na wagę, jak towar,
gdy wszystkiego było za mało,
wszędzie tak samo, w autobusie,
na przystanku, w metrze,
Diana łowczyni szuka mężczyzny,
który przyniesie jej szczęście...

Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Obchody 63. rocznicy Powstania Warszawskiego - pamiętamy! - Wspomnienie o Wandzie

niedziela, 29 lipca 2007 19:53
Bajeczne dzieciństwo. Szumna młodość.
Nagle wszystko się odwraca.
Matkę zamordują hitlerowcy.
Brat ginie w Grenoble.
Ona w AK.
Powstanie Warszawskie.
Łączniczka na zawołanie.
Bibuła - ,,Żołnierz Polski", ,,Walka"...
Potem kanały.
Ona taka młoda i piękna, zadbana.
A tyle brudu, a tyle odoru...
Wydaje się, że umrze za moment.
Cała w fekaliach, cała w obrzydzeniu...
Ktoś prowadzi więc jest na powietrzu.
Żyje nadzieją, ale ta długo nie przychodzi... 
 

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień rodzinny, najpierw obiad u mnie, kolacja u rodziny. Super! Powoli wyrównują się tygodniowe nierówności w nastrojach. W bloogu było już o mojej Mamusi, pora na Tatusia dla równowagi... Kim byłabym, gdyby nie Oni? Zawsze Ich kocham. - Tato

sobota, 28 lipca 2007 22:46

Mój tato był dobry.
To chyba Jego najważniejsza cecha.
Nie wiem, czy łatwo spotkać takiego
drugiego człowieka...
Kiedyś na ulicy zdjął nowe buty
i dał żołnierzowi wracającemu z wojny.
Nigdy o tym nie mówił, wiem z opowieści
rodzinnych, ciepło wspominających Tatę.
Pracowity niesłychanie, w kieszeniach
miał zawsze sporo pieniędzy, do których
nie przywiązywał wagi. Rozdawał na prawo i lewo...
Od rana do nocy w żywiole rozmaitych narzędzi,
z których wyczarowywał różne rzeczy.
Czasami chwiejnym krokiem wracał do domu
i pachniał czosnkiem albo cynamonem.
By ukochana żonusia się nie złościła,
łagodził słabość darami - ładnymi koralami,
kawą i czekoladkami. Czy teraz są tacy mężowie?
W pogodę i niepogodę uśmiechnięty,
z wszystkimi rozmawiał chętnie. Lubiany.
Średniego wzrostu brunet z falującymi jak morze
włosami. Mawiał - ,,jeden garnitur ale dobrej jakości,
nie kupuj byle jakich sukienek", zdarza się jednak,
że kupuję takie, nic na to nie poradzę...
Mój Tatuś był zwyczajny nadzwyczajnie.

Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Po nocnym filmie z dreszczykiem przyśnił mi się... kto? - Szaman

sobota, 28 lipca 2007 9:55
Bije w bęben z całej mocy
śpiew wbija się zębem tajemnego
w dziąsła złych mocy
to nie głos tylko pomruk dzikiego
nieznajomego z syberyjskiej tajgi
jakby ścinał drzewo gołymi rękoma
albo rozbijał mury siłą ducha
by stało się możliwe co niemożliwe.

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Migawka z ulicy - Narkomanka

czwartek, 12 lipca 2007 14:12
Siada na chodniku,
na rozłożonej gazecie,
czasem klęczy,
by było pokorniej,
usta ma wąskie
i suche głodem miłości.
Prosi o pomoc Anioła,
lecz on nie słyszy,
bo uniósł się
w mroku zapomnienia...

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zmartwienie dziewczynki

czwartek, 12 lipca 2007 13:58

Czy wyglądam jak dama,
martwi się dziewczynka,
a wygląda jak żyrafa,
nogi jak patyki, długa szyja
i niewinny wyraz twarzy,
kochające serce przepełnione
wesołością, jakiej się nie spotyka,
szlachetna i niewyrachowana
chce być damą już dzisiaj...

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Niedziela więc rodzinnie. Urwałam się na moment. Oglądają zawody sportowe... Jeszcze 13 okrążeń... A ja uwielbiam artystów - Urok diwy - Haneczce H.

niedziela, 08 lipca 2007 15:12

Śpiewaczka ubrana w jedwabie śpiewa arię,
nieważne jaką, ważne, że jej mezzosopran
zdaje się przebijać sufit, by lecieć do nieba
jasnego od słońca i gwiazd, gdy ludzie zastygli
w zachwycie szczęśliwego artyzmem wzruszenia...

Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Para

wtorek, 26 czerwca 2007 21:58
Ona ręce skrzyżowała na piersi,
on prawą włożył do kieszeni,
oboje młodzi jeszcze
idą w przyszłość pewnie,
nonszalancko patrzą przed siebie...

Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dostałam dzisiaj tzw. "szczotkę" do korekty, już poprawiłam co nieco, ciekawe, jaka będzie reakcja otoczenia, już sobie to wyobrażam... O moim wydawcy

wtorek, 26 czerwca 2007 0:21
Redaktor i wydawca
niecodzienny
bo artysta nietuzinkowy (ale kadzę, nie szkodzi, ma poczucie humoru)
w dodatku
grafika malunek
z mlekiem matki
i poeta z kanonami
prawdziwej poezji
podkreślonej tatuażem
młodości szaleństw
przy boku żony Filipinki
przemiłej pani
serdeczny spontaniczny
ciut ciut ciut
szowinista męski
mówi skrzywienie zawodowe
nauczycielka się odezwała
nie lubię moralitetów
tu i ówdzie kokietka
po co tyle wielokropków
a to przesłodzenie panegiryk
mogą to różnie odebrać
a tak poza tym
to jak na kobietę
bardzo interesujące
zwykle kobiety piszą o miłości
a tu takie bogactwo tematów
niespotykane...
( i znowu wielokropek dla przekory)

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Od jednego wymiaru do drugiego droga niedaleka, wystarczy pokonać tunel - Wspomnienie o X Józefie P.

poniedziałek, 25 czerwca 2007 19:18

Najprawdziwszy kapłan na świecie
i człowiek rzadko spotykany,
nie jakaś tam para w gwizdek niepotrzebna
tylko Osoba przez duże O choć bez tytułów,
kościelnych odznaczeń i wypaczeń.
Trzy razy puk, puk, puk w drzwi,
umowny znak, że to On puka...
Nie każdy przecież musi wejść nie w porę,
dla niego drzwi zawsze stoją otworem,
więc wchodzi, z torbą pełną niespodzianek...
Dla każdego co innego, dla mnie co najlepsze,
zgodnie z tym, co mówi, że mnie lubi.
Ma w zanadrzu historyjek zestaw,
poprawi humor na zapas.
Poradzi, poratuje w biedzie,
dotrzyma towarzystwa przy obiedzie,
współuczestniczy w nieszczęściu,
łatwo się wzruszy i z łezką w oku
opowie, co Go spotkało w przeszłym roku.
Cały przepełniony miłością i dobrem,
ludzi przyjmuje radośnie i z troską.
Nieustannie myśli o podopiecznych,
dla kur i świnek zbiera wyrzucony chleb,
by się nie marnował, a ludzie się dziwią,
co to za ksiądz przychodzi
i chowa suche pieczywo
do swej starej, wysłużonej teczki...
Już nikt nie puka do drzwi puk, puk, puk,
nie zbiera chleba na półpiętrze,
a mnie się ciągle wydaje jeszcze,
że za moment znajomy odgłos usłyszę...

Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowy bloczek nad wpisami

środa, 28 czerwca 2017

Nowy blooczek w narzędziach.http://www.liiil.pl/promujnotke
Nowy blooczek w narzędziach.
Nowy blooczek w narzędziach.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Galerie

O mnie

Jestem - miłośniczką poezji,literatury, historii sztuki, muzyki
i wszelkich sztuk pięknych... Kocham ludzi, przyrodę, a nade wszystko Stwórcę tego wszystkiego... Krystyna
Moje imiona blogowe to Laura, Ais, Christine, Krysta.
Zapraszam do czytania moich blogów.

O moim bloogu

Wiersze , proza. Rożnorodność tematyki

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1430864
Wpisy
  • liczba: 3602
  • komentarze: 26048
Galerie
  • liczba zdjęć: 154
  • komentarze: 112
Punkty konkursowe: 100
Bloog istnieje od: 3732 dni