Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 734 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz...

sobota, 06 maja 2017 21:23

        www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin 
 
 Polecam elektroniczne wydanie czasopisma - "Barwy Szkła" 
       
                www.barwyszkla.pl  
 
 Warto tam zajrzeć !
 

baner barwy szkla.jpg...

 

...

 

MBJachc.jpg...

 

Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz...
Jak to jest, że jest , jak jest...? Pod tym jak "jest", kryje się , jak "jest" nie powinno zaistnieć, a istnieje tylko z powodu ludzkiej głupoty i nieporadności...
Czy można nauczyć mądrości?
Królem Salomonem nie każdy zostaje ani też Aleksandrem Wielkim, a o Napoleonie nie wspomnę ... A oni , tzw. wielcy jak mają się do św. ks. Popiełuszki czy św. Jana Pawła II? Nijak albo w pogodową kratkę - raz tak, raz siak... Ilu takich, którzy zrozumieją, ile jest dwa dodać dwa? Pozornie większość. Ale tylko pozornie...
U mnie remont łazienki dalej trwa. Zdobywam coraz więcej doświadczenia... Wesoło, bo wykonawcy młodzi, rzetelni, pracowici i w dodatku sympatyczni... Jeszcze ich podsumuję ... Jedno pewne, trafili mi się , jak ślepej kurze ziarno. Opatrzność czuwa... Większość roboty poza mną... Sądzę , że do końca następnego tygodnia całość będzie gotowa. Sprzątania będzie co niemiara... Ważne, że jestem zadowolona. Więcej nie napiszę , by nie spotkać się z zarzutem chwalenia... Narzekać też nie będę , by nie dać, co niektórym, satysfakcji, znam "życzliwych"... Nawet nie ma większego rozgardiaszu , a ja ubrana jak "na wyjście", ktoś mnie tak dziś podsumował... A niby to mam mieć wałki we włosach, których nie używam... ? Nawet makijaż mam codzienny. Zawsze podziwiałam moją o pnad 20. lat starszą kuzynkę , z natury artystkę , pięknie rysowała, przyrządzała torty tak doskonałe, że były to piętrowe dzieła sztuki, ale miała , wg mnie, jedną wadę , nie przywiązywała wagi do wyglądu na co dzień , bo na wizyty ubierała się ekstra wywornie... Teraz myślę , że miała rację . Bo co to wygląd? Nie przejmowała się , mimo że nie miała wyglądu modelki, wręcz przeciwnie. Sama teraz u siebie dostrzegam taką obojetność...Ważne cechy charakteru a nie zewnętrzna oprawa. Była żoną leśniczego. Robotnicy leśni przychodzili z samego rana, a ona bez skrępowania przyjmowała ich w negliżu. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że tak nie wypada... Mnie to zaskakiwało, wstydziłam się za nią , bo nigdy nikomu w takim stanie, bym się nie pokazała i to mi pozostało do dzisiaj. Nic to innego jak niewolnicze uzależnienie z mojej strony... To i więc, jak przychodzą fachowcy jestem w pełnym rynsztunku i to niewyspana, bo przychodzą z samego rana... Budzę się co godzinę , by nie zaspać ... Może jakoś wytrwam do końca remontu... Wszędzie kurzu pełno, chociaż obchodzą się ze mną jak z jajkiem... Sprzątają , mało brudzą . Zamykają drzwi, gdy pył leci, by mi zaoszczędzić nieprzyjemności... Doceniam to. Mówię , by otworzyli drzwi, bo się zaduszą , a oni - " nie nada, bo pani zaszkodzi i brud "budziet"...". Tak mówią Ukraińcy. Pracowali tu polscy robotnicy, gdy wprowadzali ciepłą wodę z miasta, żaden z nich tak nie powiedział ... Byle jak robili i niesłychanie brudzili. Ci obecni zasłużyli na moją dozgonną wdzięczność. Naprawdę wyjątkowi ludzie w obecnych czasach. Odbieram to jako znak od P. Boga.
Miałam napisać o głupocie i mądrości, ale wyszło co innego ... Do tematu powrócę... Tylko nawiążę jeszcze do tytułu - nie zauważyłam źdźbła w oczach pracujących u mnie, co najwyżej u siebie... Jedno pewne, zaprzyjaźniłam się z nimi... i zapewne będzie ich brakować , gdy skończą robotę ... Czy można nauczyć się mądrości? Tak . Uczymy się jej każdego dnia. Przynajmniej ja tak mam.


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Od euforii do czerwonej kartki

czwartek, 19 stycznia 2017 3:29

        www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin 
 
   ---------------------------------------------------------------------------------- 
 Polecam elektroniczne wydanie czasopisma - "Barwy Szkła" 
       
                www.barwyszkla.pl  
 
 Warto tam zajrzeć !
 

baner barwy szkla.jpg...

 www.barwyszkla.pl 

 

...

 

Bez tytułu2a.jpg...

 

Od euforii do czerwonej kartki albo jak kto woli do całkowitej negacji, tak jak od modlitwy do prozy życia. Modlitwa pomaga w przetrwaniu trudności, jest ucieczką od codzienności w lepsze rejony . Mniej lub bardziej udaną ale zawsze ucieczką . Nie zawsze uciekamy od tego, co nas trapi. Mniej też  lub więcej radzimy sobie z przeciwnościami losu albo się poddajemy i jesteśmy w czymś, co powszechnie uznawane  jest za tumiwisizm .  Przyłapuję się na tym , że to ostatnie mnie coraz częściej atakuje w odniesieniu do mnie samej, bo na szczęście do innych  nie, reaguję nadal żywo na cudze cierpienie...  Moje traktuję jak piąte koło u wozu... Można powiedzieć , że ostatnio mój stan zdrowia w opłakanym stanie i powinnam z tym coś zrobić , ale  dochodzę do wniosku, że tak widać mi pisane, to co mam na siłę zmieniać, buntować się przeciw "woli Bożej", która wolą Bożą nie jest tylko zwyczajną ludzką przypadłością   i przez to przynajmniej humoru nie tracę . Wielu dobrze życzy... Nawet  zaprzyjaźniony Kapłan  o mnie się zatroszczył, polecając rehabilitację w ośrodku zakonnym.  Raczej nie skorzystam, bo najlepiej czuję się u siebie w domu...  Ktoś mi przysłał upominek świąteczny, że w mojej intencji odprawiane są siedem razy dziennie Msze Św. wieczyste...  Pod choinką znajdowały się dla mnie przeróżne, przemyślne i piękne, drogocenne prezenty, a wiadomość, że Ktoś zamówił za mnie Msze Św., w takiej ilości..., największą mi sprawiła radość.  Jak tylko nadarzy się okazja,  wszystkim, tym się chwalę ...  Także tutaj... Tylko czasem myślę , tyle Mszy Św. za mnie codziennie, a mi się nic nie poprawia... Dlaczego? Aż takim grzesznikiem nie jestem... Chciałoby się rzec - to wszystko ułuda... Tak nie wolno myśleć.  Myślę też i tak - zmęczenie materiału, pora na wieczny sen... Niezła perspektywa, wolna od bólu.  Wszystko ma swoje znaczenie. Nie ma niczego, co działoby się bez sensu, chociaż na pierwszy rzut oka bezsensem się wydaje.  A to , że mimo wszystko jestem pogodna i dalej mam życiowe plany choć życie na włosku..., to zapewne efekt łaski Bożej i pewnie działania modlitwy... Miałam napisać o czym innym, wyszło, jak wyszło, tak moje bazgroły w paincie...  Dostałam zamówienie, z którego wywiązać się muszę , a idzie mi to jak po grudzie... Mam przy tym nadzieję ,  że małej Oli , wskutek wspólnej modlitwy, poprawiło się zdrowie. Oby tak się stało! Zmarł Tomasz Kalita, prawy, młody człowiek, darujmy i Jemu  naszą modlitwę - Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie... 


Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jezus jest mym przyjacielem...

środa, 07 września 2016 1:32

        www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin 
 
   ---------------------------------------------------------------------------------- 
 Polecam elektroniczne wydanie czasopisma - "Barwy Szkła" 
       
                www.barwyszkla.pl  
 
 Warto tam zajrzeć !
 

baner barwy szkla.jpg...

 www.barwyszkla.pl 

 

 

...

Art. Iwan Szyszkin

a szyszkin.jpg...

 

Przypadkowo natrafiłam na piosenkę - "Jezus jest mym przyjcielem", wysłuchałam i pomyślałam właśnie tak - "Jezus jest mym przyjacielem... Jezus jest obrońcą mym ... Jezus jest mym Zbawicielem, zawsze chcę przebywać z Nim..." Właśnie tak nie inaczej. Co znaczą słowa, że Jezus jest mym przyjacielem i że chcę zawsze z Nim przebywać ? Te słowa brzmią jednoznacznie i wyrażają to , o czym mówią . To są słowa konkretne i stanowią jakby moją wizytówkę, określają mój światopogląd, kierują mną i nadają sens memu ziemskiemu życiu. Dosłownie pojmuję to, czego Bóg ode mnie oczekuje, więc postępuje zgodnie z Jego przykazaniami. Nie szukam wymówek, ani nie usprawiedliwiam się, stawiam sobie wymagania, nie uciekam od obowiązków, nie przeinaczam Słowa Bożego dla własnych potrzeb, godzę się z trudnościami, chociaż zdarza się , że się przeciw nim buntuję. Nie gromadzę w sobie nedatywnych uczuć . Przebaczam. Jestem przyjaźnie nastawiona do wszystkich, co nie znaczy, że nie widzę i nie karcę złych zachowań... Zdarza się , że w swojej ludzkiej ułomności popełniam błędy , ale ogólny rys mego postępowania jest zgodny z Boskim rozporządzeniem. Nie czuję się z tym źle, wręcz przeciwnie, jest mi z tym dobrze. Źle czułabym się , gdybym sprzeniewierzyła się Jezusowi. I to nie jest ani dewocja , ani obłuda. To jest to , co we mnie jest - Boża Siła, Opieka i Spokój. Pewnie dlatego ciągle we mnie pełno radosnych uniesień mimo nieustannych życiowych bolączek... Odnajduję Boga tam , gdzie miłość , nadzieja, dobro i radość. Wystarczy pozbyć się złości, nieżyczliwości, zazdrości, wszystkiego tego, co niszczy człowieka, zobaczyć w bliźnim oblicze Boga, by poczuć się lepiej. To wcale nie jest trudne, poczuć się ponad to wszystko, co niesiesie zniszczenie i śmierć . Wystarczą dobre chęci, rezygnacja z samolubnych oczekiwań i dobre uczynki, by poczuć w sobie działanie Ducha Świętego i by dzięki Niemu, z poczuciem nieustającej wolności, jak ptaki niebieskie unosić się w przestrzenie miłości i wolności. Kto tego nie pojmuje , nigdy ani szczęśliwy , ani wolny nie będzie. Jedno pewne - demokracja nikomu szczęścia nie da . Bez Boga nie ma prawdziwej wolności. Zniewolona dusza do Nieba się nie uniesie.


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Po co mi to było...

sobota, 11 czerwca 2016 14:02

        www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
 

 

..

 

pół żartem i pół serio

szast prast i wszystko gotowe
po co bawić się w żółwia i w sowę
kiedy można za jednym zamachem
upiec cielaka i kiełbasę
powycinać chwasty z rabatek
by w spokoju wypić herbatę
morał z tego płynie taki
gdyś szybki masz czas na różne smaki
kiedy wolno traktujesz robotę
nie masz czasu na teraz ani na potem

------------------------------------------------
Ponad godzinę temu napisałam nowy tekst, miałam go wprowadzić , nici z tego..., zniknął albo w gąszczu innych tekstów, albo ktoś mi go"uprowadził" ... Zapisałam na pewno. Gdzie się zapodział, pojęcia nie mam. Od nowa pisać mi się nie chce. Przy okazji wygrzebałam coś , co wyżej przytoczyłam... Robię przerwę , zacznę ponownie szukać, ciągle czegoś szukam... Makabra! Jest! Zapisałam pod inną nazwą, mianowicie - "Wakacyjne"... Znowu św. Antoni przyszedł z pomocą . Niezawodny Święty... Polecam!

------------------------------------------------------------------------------------------

 

narciso rodegiuez.jpg

 

Myśl przewodnia -
A "po co mi to było ?", po co?... może po to , by wzbogaciło.... ? !
Postanowiłam zamknąć komentarze. Był bal, nie ma balu. Był kram , nie ma kramu. Był magiel, nie ma magla....Za dotychczasowe komentarze, serdeczne podziękowania wszystkim Komentatorom. Wszystkim bez wyjątku - Tym z balu i Tym, z kramu i z magla, Tym życzliwym , Tym nieżyczliwym i Tym obojętnym, dziękuję ! Na wszystko jest czas i miejsce. Komentarze poszczególnych ludzi to głosy odnoszące się do danego tematu, pojedynczo lub dyskusyjnie, podsumowujące pozytywnie albo negatywnie treści ukazujące się w blogu. Są spontaniczną lub przemyślaną reakcją czytelników i w jakiś sposób charakteryzują autora jak i komentatorów. Najczęściej są efektem wzajemnych wizyt i komentarzy, taka forma rewanżu . Im więcej kontaktów, tym więcej wizyt. Najmniej uciążliwi tzw. "wolni strzelcy" bez blogów. Na dłuższą metę z wielu powodów staje się niemożliwe odpowiadanie wszystkim komentującym, przynajmniej w moim przypadku tak jest, dlatego powoli wycofywałam się od tej zależności... Niektóre kontakty same w sobie się rozpadły na zasadzie, że wszystko ulega prędzej czy później rozpadowi, często po to, by odrodzić się w nowej formie. Odnowa reguluje stan rzeczy... Komentarze ilustrują reakcję czytających na treść przedstawioną przez autora oraz obrazują ich poglądy a także rysują portret osobowy wypowiadających się . Czasem uzupełniają i wzbogacają post, bywa też odwrotnie, niosą ze sobą niezgodę i zamieszanie... Natura ludzka jest zdradliwa, podstępna , nierówna, niepewna i fałszywa. Często pod słodkimi słowami ukrywa się wredność , a pod rzeczową krytyką sympatia, która różnie jest odbierana, bo większość ulega słownej ułudzie, pewnie dlatego, że tak przyjemniej i wygodniej. Nikt nie przepada za nieprzyjemnymi sytuacjami, każdy szuka schronienia w objęciach radości i spokoju. Dzięki komentarzom Państwa wzbogaciłam swoją wiedzę o człowieku , o jego wielkości, przyziemności i słabościach i za to jestem wdzięczna Wszystkim , jak napisałam na początku. Ostatnio ukazywało się tu dwoje komentatorów. Nawet krótkie odpisywanie Im , sprawiało problem... Kontakty z innymi jak najbardziej, jestem za, ale przecież we wszystkim muszą być ograniczenia, inaczej człowiek się rozpadnie, zwłaszcza w moim przypadku, kiedy w realu jest koło mnie mnóstwo osób, którym trzeba użyczyć czasu. Wczoraj użyczyłam tego czasu przemiłej, szlachetnej  Osobie, przy okazji pochwalę się . Wskutek tego "użyczenia" podarowano mi perfumy - "narciso rodriguez" ( i nie tylko, sama nie wiem za co...),  jedno pewne - zapach do mnie pasuje... Albo ja do zapachu... Dobre!  Oczywiście nie oderwę się całkowicie od wędrówek po blogach, jeśli czas pozwoli, poczytam sobie tu i ówdzie, bo warto czytać i poznawać ludzi. W najbliższym moim zamyśle to wakacyjne odprężenie, którego i Państwu życzę . Niech Wszystkim dzieje się jak najlepiej , Amen!!! - Krystyna Laura.


Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

Co w życiu i w przerwie po przerwie...

piątek, 26 lutego 2016 22:04

 

       www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
 

 

obraz w obrazie 3b.jpg

 

Od kiedy myślą sięgam, zawsze byłam dociekliwa, badawcza i refleksyjna, emocjonalna , wrażliwa oraz przeczuwająca. Te cechy mają swoje wady i zalety. Rozłożone w niewłaściwych proporcjach, a nawet gdy są umiarkowanie uwarunkowane, bywają nie tyle niebezpieczne, co niewygodne dla posiadacza jak i otoczenia. Doświadczam tego na własnej skórze, lecz wcale nie chcę, by się w tej materii cokolwiek zmieniło, bo lubię siebie taką, jaką jestem, a dowód taki, ż nie przeszkadza mi moje towarzystwo, dobrze mi ze sobą, bo nie dokuczam sobie... A wiemy, że niektórzy w tym przodują ... Lubią ranić , ja - nie !  Jedni to odczytają jako samouwielbienie inni, zgodnie z faktem rzeczywistym, jako oczywistość płynącą z poczucia własnej wartości i niekoniecznie jako  wadę jako taką, bo niby czym jest to, jeśli nie choćby namiastką zadowolenia ... . Przy skłonnościach do dociekliwej analizy i medytacji przynajmniej nie cierpię na nudę, bo ciągle czegoś się dowiaduję i poznaję, ale przy tym i obrywam często i gęsto, gdyż większość nie toleruje zbyt innych od siebie, zwłaszcza tych, którzy mają odmienne zdanie i jakieś tam zwidy niezrozumiałe dla nich. Na "dokładkę" źle ciebie zinterpretują i zarzucą coś , czego w tobie nie ma.   Jest te tak,  że ci, którym w jakimś stopniu na nas zależy, chcieliby, byśmy myśleli jak oni albo przynajmniej podobnie.(Proszę nie dopatrywać się aluzji, piszę ogólnie.) Wystarczy, nie sprostać czyimś oczekiwaniom i już zaczynają się schody... Bywa, że sama prowokuję, by coś ciekawego się działo, chyba także i to, że najczęściej niezamierzenie wywołuję ataki na siebie, szczególnie wtedy , gdy nieopatrznie coś się "wymsknie"... . To i dzieje się, niekoniecznie zawsze z mym pozytywnym zamysłem, więc i z tego poczucie takie, że ktoś tam z "góry" eksperymentuje na mnie i ustawicznie poddaje próbie. Stwórca czy może jacyś nie - ziemianie? Tylko dlaczego i w jakim celu? Ciąg dalszy intymnych rozważań nastąpi lada dzień, bo w tej chwili jestem zmęczona. . . "A...a... ! Kotki dwa... ! Idę spać. Ciekawe co się przyśni...? Może sakura się przyśni, kwiat japońskiej wiśni - metafora ulotnej natury życia...? Nudzę dzisiaj...
I w tym momencie następuje przerwa.

 

abstrakcja.jpg

 

Obrazki , "twórczość" własna, powstałe w paincie podczas przerwy po przerwie...  Taki relaks... 

 

Dzisiaj Grażynka (stali czytelnicy wiedzą, że to moja szkolna koleżanka i że nasza przyjaźń niezmiennie trwa latami...) powiedziała - "tyle się człowiek naczyta , że sam nie wie, jak to jest z tą drugą stroną ( życie po życiu)... " Na to ja, że może być gorzej jak teraz i zaczęłam dowodzenie, poparte najświeższymi odkryciami i zaskakującymi "dowodami", jakimi pominę, bo niekoniecznie zgodnymi z nauką Kościoła, więc snułam domysły, że zakryte co komu sądzone w życiu po życiu i jak to się wszystko we wszchświecie rozkłada... . Zaznaczam - obie jesteśmy wierzące, wierne wierze w Jezusa Chrystusa. Jednak... Nie sposób chwilami uwolnić się od wątpliwości, na skutek tego, czego jesteśmy świadkami, bowiem okropności świata wywołują niedowierzenia, niepewności i stagnację, które z zasady są szkodliwe pod wieloma względami, bo wątpić w coś lub w kogoś, jest początkiem rozterek ducha, które najczęściej prowadzą donikąd i balansują między rezygnacją a pustką . Wiadomo do czego to prowadzi . Beznadzieja to taki szczególny rodzaj choroby zniewalającej umysł. Czują to żegnający się z tym światem, szczególnie ci, którzy na co dzień żyli z dala od Boga - sprzeniewierzali się wartościom - hulaj dusza, piekła nie ma... W momencie śmiertelnego zagrożenia, czują wyrzuty sumienia , szukają dla siebie ratunku i nagle przypominają sobie o Bogu, którego wcześniej wypierali się . Posłużę się przykładem wyczytanym w prasie... Podobno generał Kiszczak na łożu śmierci domagał się wizyty kapłana, żona jednak uznała, że to jeszcze nie pora i nie spełniła życzenia, ale widziała, jak mąż się żegna... Znak krzyża to świadectwo wiary. Zatem módlmy się - "Dobry Jezu a nasz Panie, daj Mu wieczne spoczywanie", za duszę zmarłego generała Kiszczaka, który oprócz tego, że w wyobrażeniu wielu Polaków zasługuje na wieczne potępienie, to jednak, jak każdy człowiek, miał też i dobre strony, o czym świadczą listy z podziękowaniami, kierowane do Niego. Jego ziemskie uwikłania najlepiej rozsądzi Bóg. A my? Nie przesadzajmy z osądem, bo sami sądzeni będziemy...

 

obraz w obrazie 4d.jpg

I to byłoby tyle na dzisiaj.  A teraz ? Codzienność . Muszę pochować naczynia do szafek. Nazbierała się cała masa, nie wiem skąd... Co później? 

A... to już tajemnica... 


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

... jak z filmu sny...

czwartek, 11 lutego 2016 14:23

   
   www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
 
 

...

 

i-obraz-frida-kahlo-r106016-70x100cm.jpg...

art. Frida Kahlo

 

Mój dzisiejszy sen obfitował w szczegóły. Nie obyło się bez perypetii. Dotyczył mnie i znanych mi osób. Zaczęło się niewinnie bo od poszukiwania odpowiedniego stroju na jakąś okazję, więc przebierałam w kapeluszach, apaszkach i butach.... Było dużo zamieszania i szybko zmieniającej się akcji w czasie, i w miejscu... Nagle znalazłam się w ogromnym pomieszczeniu z wieloma ludźmi, większości z nich nie znałam. Były rozmowy i konfrontacje. To trwało dość długo. Nawet wniesiono pączki na tacy. Te pączki to może dlatego, bo na jawie, w tłusty Czwartek, zjadłam aż trzy okazałe (duże), co mi się od lat nie zdarzyło, by tyle na raz zjeść, ale były tak smaczne, niemal spod ręki mojej Mamusi, że nie mogłam się przed łakomstwem powstrzymać. Przez następne dwa dni też je konsumowałam... Te pączki były naprawdę wyjątkowe, nieoszukane, nie z Biedronki czy z Tesco, tylko z miejscowej naszej ""Francuskiej" piekarni ( dlaczego sprzedaje się polskie pączki, a piekarnia nazywa się francuska tego nie wiem). Wracam do snu... Gdy wydawało się, że wszystko nadal będzie odbywało w klimacie radości i spokoju, do drzwi zaczęli pukać umundurowani mężczyźni. Z miejsca podniósł się tumult, okazało się, że to łowcy uchodźców tak się dobijają . Od razu zapadła decyzja - część poszuka kryjówki, część zostaje. Znalazłam się pośród tych, którzy zostali. Wpuściliśmy dobijających się, niewiele brakowało, by wyłamali drzwi. Przyglądali się badawczo każdemu, gdy sprawdzali dowody tożsamości. Mnie też się taki jeden bacznie i długo przyglądał, chyba był ich szefem, bo wydawał rozkazy. Zadawałam mu pytania, by przedłużyć ich obecność z nami, by pozostali mogli poszukać schronienia. "Nawijałam", jak tylko się dało... Mówić to zawsze mam o czym, tyle że nie do każdego to trafia, ale tym razem się udało, bo trwało nim zaczęli szukać dalej. Nikogo jednak w dalszych pomieszczeniach nie znaleźli, więc wycofali się . Zastanawiałam się, gdzie tamci mogli się skryć, gdyż wszystko było widoczne jak na dłoni. Zaczęłam badać teren i odkryłam tajemne wejście do starej filharmonii. Wszyscy uciekinierzy, wystraszeni i przebrani za artystów, w razie czego mieli mówić, że są na próbie nowego spektaklu rewiowo - muzycznego, skryli się pod sceną. Gdy mnie zobaczyli domyślili się, że niebezpieczeństwo minęło. To był sen z szczęśliwym zakończeniem, chociaż negatywnych emocji było aż z nawiązką . Dochodzę do wniosku, że moje sny to "żywe" filmy.... Ciekawe co dziś w nocy mi się przyśni po szczerym płaczu z powodu śmierci i pogrzebu szlachetnego księcia Mustafy z serialu - "Wspaniałe stulecie". Jakie ono wspaniale, jeśli działy się tak straszne zdarzenia jak obecnie...

 

a katarzyna Karpowicz -.jpg...

 

Katarzyna Karpowicz

 

Chciałabym, by przyśniło mi się coś miłego..., więc tkim akcentem zakończę ten wpis...

  


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Taka głupia to nie jestem...

niedziela, 17 stycznia 2016 15:42

       www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
 

...

 

bo taka....jpg...

Taka głupia to nie jestem, żeby nie mieć własnego zdania... 

 

Czarno na białym... Moja odpowiedź na komentarz z innego blogu.
Internet ma to do siebie, że w każdej chwili można zajrzeć tam, gdzie trzeba i nie trzeba, z ciekawości, przez przypadek, także ze świadomym zamiarem. Coś mnie "tchnęło"... A przeczucia mam niemal w 99 % dokładne... Zajrzałam do blogu, który nadal darzę sympatią , mimo pewnej niepotrzebnej zwady, uknutej intrygą kogoś spoza kręgu oraz wywołanej osobistymi animozjami, wyrosłymi na gruncie politycznym... Wyszło, jak wyszło, ale sentyment i uznanie pozostały. Pewnie to wiąże się u mnie z umiejętnością rozdzielania tego, co dotyczy wszelkich możliwych niuansów duszy i ciała i poglądów, od rzeczywistej wartości . Przyjaźnię się z ateistką , ochrzczoną , ale jak twierdziła zawsze - niewierzącą. Sprzeczam się z nią co do jej zarzutów pod adresem Kościoła, lecz to nie przeszkadza w tym , że się lubimy i szanujemy. Większość ludzi tego nie rozumie. To widać w relacjach pomiędzy zwolennikami poszczególnych partii. Jeśli popierasz PiS, to jesteś wrogiem PO i odwrotnie - popierasz PiS, stajesz się wrogiem PO i jego idoli. By moje widzenie trafiło do najbardziej opornych, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze... , bo często okazuje się , że nawet ci,bystrzejszy,  za moim myśleniem nie nadążają... Tylko mi tu zaraz nie zarzucać pychy, którą mogą sugerować te słowa, uwierzcie, nie wywyższam się . Stawiam pytanie - co ma piernik do wiatraka? Małżonkowie bardzo często z czymś się nie zgadzają . Czy to ma stanowić pretekst do rozwodu albo z tego powodu mają się nie kochać czy nie lubić ? Dlaczego swoje polityczne frustacje ludzie zamieniają na agresję? Czy za każdym wyłożeniem kart, gdy dla kogoś okaże się to niekorzystne, trzeba skakać sobie do oczu i obrzucać obelgami ? A gdzie podziewa się honor i umiejętność przegrywania oraz ogłada towarzyska ? Ostatnie sondaże wykazują , że za PO opowiada się 14 % respondentów, którzy to po przegranej rozrabiają nieprzeciętnie . Coś upiornego, co nazywa sie nienawiścią, zaciska im gardła, że tchu nie mogą złapać i dyszą opluwaniem... Wygląda to na to, że zależy im na powrocie sfałszowanej korupcją i genderyzmem demokracji. Ponowny wybór PO skończyłby się na eutanazji, powszechnym in vitro, na klonowaniu, małżeństwach homoseksualnych, nie daj Boże i na akceptacji pedofilii i innych bezeceństwach, jak też na powstaniu kolosalnych różnic między ubogimi a bogacącymi się..., podsumowując - wszystko to skończyłoby się ogólnym rozpasaniem, upadkiem moralności i zniszczeniem kluczowych dziedzin. Do jakiego stanu PO doprowadziło Służbę Zdrowia? Posługuję się argumentami w tym wywodzie o szkodliwości PO w odróżnieniu do zwolenników tej partii, którzy nawet nie potrafią wskazać szkodliwości PiS-u poza jego obrażaniem i sami pchają się w kolejną porażkę. Zohydzanie czegoś nie stanowi gwarancji na wygraną. Tego pragniecie, zwolennicy upadłej partii, jaką jest PO, by zło było górą ? Dlaczego posługujecie się płaskimi oskarżeniami a nie argumentami? Nawet nie wysilacie się , by przykładami o pozytwnych rezultatach swoich wybrańców, poprzeć swoje bluźnierskie wywody , jedynie posługujecie się szkaradnymi inwektywami i złorzeczeniem, wyrażanymi w komentarzach. Jak dotąd nie trafiłam na żadne dowody obrony. Czego bronicie? "Brudu"? Zarzucają prezesowi Kaczyńskiemu posłużenie się określeniem -, "gorszy sort", a niby to "peowcy"albo może , tak mi się teraz wymsknęło w haniebnym naśladownictwie - "peowsiaki" , będąc przy władzy, przypadkiem bezwstydnie, nagminnie i dowolnie nie rzucali i uparcie nie rzucacie przezwiskami w rodzaju -
" kaczory, przydupasy, mohery, zaścianek, ciemnota, pitbóle, prostaki, pisorypa, buraki, głupole, idioci, ciemny lud, pisizm, oszuści, itp. ... "
Na Boga!, to przecież o wiele gorzej niż "gorszy sort" !!! Kto zaprzeczy , ten ściemnia i mataczy ! Do każdej partii wkradają się nieodpowiedni ludzie, nie można wszystkich obwiniać , a już najgorzej jak zarzuca się to , czego nie ma. Jeden drugiego szkaluje , a sam ma okopcone ręce. . . Taki wniosek odniosłam po przeczytaniu kolejnego komentarza, będącego odpowiedzią na poprzedni, przepełnionego aroganckim szkalowaniem PiS- u , nadającym się do sądu. Dziwne, że takich komentarzy się nie usuwa i takich dyskuntantów nie blokuje. Pewnie tak się dzieje na zasadzie - swój swojego popiera. Pytam, gdzie w tym bezstronność i sprawiedliwość? Jeżeli tacy osobnicy zasilają KOD, to wszystko jasne. Teksty komentatora , tolerowanego we wspomnianym blogu, wskazują , że autorem ich jest człowiek o niskiej reputacji moralnej, może to dawny współpracownik służb specjalnych...?
Czy nie jest tak, że partie, jakie by nie były, wymyślają stereotypy swoich przeciwników, np. wyborcy PO to „lemingi”, a elektorat PiS to „mohery”...?
Jeżeli coś się komuś zarzuca, samemu trzeba świecić przykładem i mieć czyste sumienie, a że tak nie jest, potwierdzają zwolennicy PO ! Te wszystkie "ścierwa", którymi operują , odpowiednio ich klasyfikują. Prawdę mówiąc , to i wśród zwolenników PiS- u podobnych znaleźć można . Nie w tym rzecz, by się obrażać , lecz by dochodzić do porozumienia w kulturalnej atmosferze i do tego, czytających mnie, przekonuję . Niestety, moje intencje są niezauważalne i na domiar złego, zarzuca mi się coś , co do mnie nie pasuje pod żadnym względem. Nie jestem osobą podlegającą komukolwiek, ani też nieskłoną do ulegania komukolwiek. Nie określam tego, czy to pozytywny czy negatywny rys mego charakteru. Jestem wolna od wszelkich wpływów. Sama dokonuję wyborów według własnego rozeznania. Bardziej mnie zawsze przekonywały idee PiS-u niż PO. Jednak nie ma ze mnie nic z moherka, mimo że lubię berety... Kiedy niektórzy politycy PiS-u przesadzali, co teraz wydaje się mi usprawiedliwione ..., opowiedziałam się za programem PO. Kiedy wyniki rządów PO okazały się dwuznaczne, uznałam , że partią , którą należy popierać, jest PiS i nie miał na to wpływu nikt z postronnych, tak jak to wyraził w komentarzu do p. Adama, we wspomnianym we wstępie blogu, jeden z komentatorów, a ponieważ aluzyjnie odniósł się do mnie, to i ja korzystam z takiej aluzyjnej możliwości... Jeśli zauważę nieprawidłowości w kreatywności PiS-u , wytknę to bez czyichkolwiek podpowiedzi. Teraz zacytuję z komentarza, wspomnianego we wstępie blogu, słowa, pod którymi ukrywa się moja osoba...
" Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że przeniósł pan prądki tej choroby na zaprzyjaźniony blog - kiedyś jeden z najpiękniejszych, na którym spotykało się grono przyjaciół i gdzie panowała serdeczna, twórcza atmosfera. Kiedyś pański przyjaciel Z. G. przysiągł na tamtym blogu , że będziecie jak ta kropla drążąca skałę. Tam trafiliście na słaby opór skały i udało się wam... ".
Ten blog , jeden z "najpiękniejszych" to mój.... Jakże mogłoby być inaczej... Śmiech... (mój) !
Piękne podziękowania za tak wymowne uznanie! Dziękuję też za bojkot tego blogu, będący konsekwencją różnic ideologicznych, bo to przekonuje o jego wartości... . samorodnie wyskakuje pytanie... A co to byli za przyjaciele... ? To się okazało... , kto komu przyjacielem. Złośliwa też potrafię być , nie tyle dla własnego dobra, co dla korzyści innych, może wyciągną z tego jakąś lekcję, jeśli nie, to ich strata ... ( wysyłam podświadome impulsy...). Uwaga! Bywam niebezpieczna! Jaka szkoda, że "niebieski blog" przestał być jednym z " najpiękniejszych" ... Wszystko mi jedno... Ilość komentarzy nie jest ważna, znaczenie mają jedynie treści, pojawiające się tu. Nie jestem kolekcjonerką komentarzy. Błyszczenie to nie mój resort a celebrytka ze mnie żadna... W każdym bądź razie, dobre samopoczucie mnie nie opuszcza i nic już nie jest w stanie mnie zranić . Polecam, warto naśladować taką postawę dla własnego dobra...
Nie zgadzam się co do stwierdzenia - " . Kiedyś pański przyjaciel Z. G." przysiągł na tamtym blogu , że będziecie jak ta kropla drążąca skałę. Tam trafiliście na słaby opór skały i udało się wam... "
Ani "Z.G" , ani p. Adam , nie mieli na mnie żadnego wpływu. Zawsze byłam sobą i oceniałam według tego, co niosła chwila. Nie ulegam i ani myślę ulegać czyjekolwiek sugestii. Kto , czytał uważnie moje słowa, dobrze o tym wie. To, że znajduję podobny język nawet z moimi przeciwnikami, jest tego najlepszym dowodem, więc proszę mi tu nie wyjeżdżać z jakąkolwiek słabością, czy chęcią podporządkowania się komukolwiek. Dla dobrych stosunków międzyludzkich, zdarza się , że łagodzę swoje racje i oczekiwania... Nic ponadto !
To mój rozum rozstrzyga w każdej kwestii. Nie poddaję się żadnej manipulacji!
Jestem skałą , która nie ulega korozji, mimo wielu wysiłkom z różnych stron!
Proszę to sobie zapamiętać !
Swoich słabości proszę nie wyrażać w odniesieniu do mnie. Zwolennikom PO radzę zrewidować swoje poglądy, bo to, czym się posługują, znowu cytat - " Panie Adamie kochany, pan nie musi należeć do PiS-u, ale wystarczy, że jest pan porażony tą chorobą , zwaną PISORYPĄ. Objawia się ona zaślepieniem, wspólnym "tokowaniem", posługiwaniem się aluzjami, odwracaniem kota ogonem - wreszcie - nazywaniem "czarnego" "białym" a "białego" "czarnym", jak to swego czasu zaprogramował swoich wyznawców W.W.-J.K. "
To nic innego jak marność w marności, gdyż to samo , można odnieść do autorów takich rewelacyjnych stwierdzeń. Bo niby to wielbiciele PO nie tokują i nie nazywają białego czarnym a czarnego białym ? Takie przeniesienia to przecież nic innego jak czarne na białym !
PS. Do publicznej wiadomości - Nie pogniewałam się na Autora przytoczonych cytatów... Dziękuję Mu za inspirację ... Krystyna


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Znowu ja ze swoimi przypodłościami...

niedziela, 27 grudnia 2015 20:06

 

       www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 

 

...

 

3061.gif

 

Trzy dni gościłam się u dzieci ... Dzisiaj u mnie była gościna... Goście już wyszli... Kto i co pozostanie tajemnicą. Nauczyłam się przemilczać to i owo. Wirtualne zwierzenia bywają niebezpieczne... Szkoda wielka bo ciekawe umyka... Napiszesz prawdę , w efekcie cię podsumują , że się chwalisz albo piszesz nieprawdę, co do mnie nie pasuje, bo jestem do bólu prawdziwa... Chwila dla mnie. Tu i stamtąd dopadają mnie internetowe nowinki, nie zawsze promienne. Najczęściej drastyczne. ... Dziękuje za życzenia te mailowe i blogowe. Miłe sercu. Jeszcze tu jestem . W sieci. Czuję się w niej jak ryba. Jak czuje się ryba złapana w sieć? Podobnie czuję się i ja... Miotam się i miotam. Dlatego wkrótce zamierzam uwolnić się z tych sieciowych węzłów. Nie mówię, że nie, sympatyczne są wirtualne znajomości. One są nawet często aż nazbyt przemiłe, co prawda niedwuznaczne i zawiłe.. . A ich mnogość często przekracza granice rozsądku. To, że mamy zapotrzebowanie na liczne kontakty potwierdza naszą gotowość kochania każdej ludzkiej istoty, ale ze względu na ograniczoność czasową i organiczną nie jesteśmy w stanie sprostać wszystkim wybranym kontaktom . Dlatego najprowdopodobniej zrezygnuję z wpisywania komentarzy nawet w zaprzyjaźnionych blogach. To działa tak - wpisuję się u Ciebie, ty u mnie. Pewnie i przeczytam, ale nie wpiszę się nie ze złej woli lecz z braku czasu i z powodu fizycznych niemożliwości. Wybacz! Nie czuję negatywnych uczuć nawet do tych, którzy mnie takimi obdarzają . Wszystkim życzę jak najwięcej dobra. Czujcie się szczęśliwi! BÓG ŚWIADKIEM, WSZYSTKIM,   bez wyjątku, ŻYCZĘ JAK NAJLEPiEJ, NAWET DŻIHADYSTOM, którzy błądzą za sprawą szatana. Pora pomyśleć o tym, że wszystko się kończy... Jak zdrowie pozwoli , odpiszę jedynie na komentarze u mnie. A wpisywać się będą jedynie wybrańcy... Tych pominąć nie można. Odpowiem w blogu lub w mailu albo telefonicznie. Pisanie mnie dopieszcza, Albo ja  dopieszczam... , więc póki co ..., wiadomo co... Pisać będę, bo wiele mam jeszcze do zdradzenia... Póki żyję. Chyba że...  Kto wie, komu pisana jaka godzina... A zamilknąć, gotowa jestem  w każdą chwilę... Wolna jestem od wszystkiego co zależne od ludzkich uzależnień... Mało, kto to rozumie... Nade wszystko umiłowałam wolność - wolność słowa i wolność działania i jak  wolność oceniania bez względu na skutki... Mam jeszcze wiele do zrealizowania , jeśli los nie pomiesza szyków..., ( a bo to wiadomo, co wydarzyć się może... ? ) , więc stąd ta decyzja o nie wpisywaniu się.... Nie rozdwoję sie ani nie potroję. Najbliżasza liczna rodzina , tudzież ta dalsza , wszelcy powinowaci i znajomi, tego aż nadto... Nie mogę się opędzić od zapytania - kiedy mogę do ciebie przyjść?... Muszę wybrać co ważniejsze, pominąć , co zabiera czas, dla jeszcze,  zrealizowania zaplanowanych celów. A póki co rozprzestrzenię się świątecznie... Alleluja

 

 

 

Atmosfera świąt...

 

3163.gif...

 

No, tak...

 

W dawnym stylu napisane świąteczne zawołanie... :

 

o żeby tak chciało napadać śniegu po kolana
a tu nic tylko słota zagnieździła się od rana
mruga deszczem trzepocze wiatrem i szarugą straszy
jakby miało tak pozostać na wszystkie nowe czasy
zimowe święta bez puszystej śnieżnej zamieci
to jakby niebo nocne gdy żadna gwiazda nie świeci
bez bieli w pościeli nawet nie przyśnią się anieli
co robić gdy klimat za sprawą ludzi się ociepla
wiadomo nic gorszego od gorącego piekła
stopnieją arktyczne lody zapłonie żarem ziemia
czy ktoś zapamięta święta Bożego Narodzenia
jako mrozem na szybach pisane ozdobne wzory
nie jako prędzej lub później kończące się amory
o których to codziennie rozprawia plotkarska prasa
by spełniły się te mecyje wyciągnę z kart asa
lecz że szczęścia nie mam w grach zły wynik podpowiada strach
o żeby tak chciało napadać śniegu po kolana
a tu nic tylko słota zagnieżdziła się od rana
tylko nadzieja wierzy że wkrótce zmieni się aura
i zamiast kropel deszczu pojawią się śnieżne gwiazdki
i przypomni się szlagier sprzed lat puchowy śniegu tren
gdy śniegowych płatków rój przemówi starym romansem
migoczące pierzynki co szare przykryją blaskiem
a mi się snuje co nieprzytomnie się komuś marzy
mogłabym tak nieskończenie pleść nosnesem w sensu sensie

albo  w bezensie utonąć  w sensownych miraży wrażeń 

 

3070.gif

Miłych świątecznych doświadczeń..,.


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

O tym i o owym raz jeszcze...

poniedziałek, 14 grudnia 2015 2:23

 

       www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 

...

 

jjj1w.png

 

jjjkl.jpg...

Zamknęłam jesień w ramkach, a ona i tak nie odchodzi z mego miasta...

Brakuje mi mrozu !

----------

Niektórzy z tych, którzy przeczytali mój ostatni post , pomyśleli, że ze mnie niezła wariatka... I o to idzie, utwierdzam w tym... Bo na dobrą sprawę , czasami sama tak myślę ... I bardzo mnie to bawi, bo mi z tym dobrze. Inaczej nie przetrwałabym tego, co mnie spotykało i spotyka. A spotyka, spotka. Nie wiadomo dlaczego. I w tę ostatnią niedzielę mnie uderzyło co nieco dziwnym trafem ... ( zapis dla potomnych...). To i udporniłam się, i dalej się uśmiecham, bo uśmiech został mi dozgonnie przypisany... Jakoś sobie radzę . A najbardziej to z diabłami. Tych to przepędzam na cztery wiatry! A sio !!! W dodatku przestałam się ich bać i idę w zaparte! Złe duchy uwzięły się na mnie, ale i tak nie są w stanie mnie załamać ! Amen ! W wolnych chwilach czytam sobie i czytam ... Wielu ciekawostek się doczytuję. Wkrótce napiszę, czego się doczytałam... Za PRL-u to było niemożliwe. Doczytać się czegoś co istotne, wtedy było niewskazane. Obowiązywała "cisza przedwyborcza". Cicho sza! O pewnych sprawach się nie mówiło. Jak w dobrej rodzinie. Pamiętam przykazanie mojej pięknej Mamusi - " NIE MÓW NIGDY NIKOMU O TYM, CO W TWOJEJ RODZINIE SIĘ DZIEJE, BO LUDZIE TYLKO NA TO CZEKAJĄ , BY ŹLE SIĘ U CIEBIE DZIAŁO, UŚMIECHAJ SIĘ ZAWSZE, NAWET WTEDY GDY BOLI. " Jak na dobrze wychowaną córcię , tego przestrzegałam i przestrzegam z małymi uchybieniami. Uśmiecham się do woli... Zasiane ziarno nie tak łatwo wyplenić, nawet wtedy gdyby chciało się, co innego zasiać... . Co tam...? Byle do przodu... A o tym , czego się doczytałam następnym razem, byle nie przedobrzeć... 
PS. Mam problemy z dodaniem komentarzy u siebie. Usiłowałam odpowiedzieć p . Adamowi, nie udawało się , więc publikuję tu -
"|:-)|Odpowiedziałam wcześniej na ten komentarz, ale mimo napisu, że komentarz się pojawi, nie pojawił się . Ostatnio mam problem z wysłaniem komentarzy w moim blogu, może teraz się uda? 
P. Adamie, też wydawało mi się, że jest o wiele mniej osób, chcą pokazać, ilu jest za PO a to i tak kropla w morzu w porównaniu z milionami, które są przeciw Platformie. Niech się cieszą z tego, czego nie ma... |:-)|"
Dopisuję --- Sianie zamętu nikomu na dobre nie wyszło. Widać PO zamierza pogrążyć naród w bagnie, do którego się przysłużyło. Świetnie przemawiał ostatnio prezes Jarosław Kaczyński ! Oby udała się reikarncja! - 
----------
Brakuje mi czasu na wszystko, więc proszę o wybaczenie, że chwilowo nie odwiedzam zaprzyjaźnionych blogów.
Dziękuję pani Bogumile Nawrockiej z Kanady i życzę szczęśliwej podróży. Wszystkich najserdeczniej pozdrawiam - Krystyna


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Węże w śnie...

sobota, 28 listopada 2015 11:55

 

       www.polskiemuzy.pl                                                         www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 

...

 

13.08.15 - 1.jpg


Dzisiaj nad ranem miałam koszmarne sny. W pewnym momencie obudziłam się i spojrzałm na zegarek, po chwili znowu usnęłam. Pojawił się sen będący dalszym ciągiem poprzedniego. Może go jeszcze opiszę .Teraz podzielę się wcześniejszym snem...Któregoś z ostatnich dni śniło mi się nad ranem...We śnie pojawił się biskup w cywilnym stroju, który i był , i nie był biskupem. Dlaczego się pojawił , nie mam pojęcia. Na pewno usiłował ze mną rozmawiać lecz na próżno. Przez cały czas lękałam się , bo w pomieszczeniu domowym był ogromny wąż ludożerca, nawet dorodny - ładne kolory, osiem metrów długości i 70 cm w obwodzie . Powiększał się i zmniejszał... Sprowadziła go do mieszkania jakaś kobieta, którą dobrze znałam i nie znałam zarazem, która przekonywała mnie, że wąż jest niegroźny, chciaż wiadomo było, że zżera ludzi. Uciekałam przed nim... Łał... ! Jakby tego było mało, pojawił się jeszcze jeden, tyle, że mały, podobno nieszkodliwy, ale mimo wszystko i on napawał mnie lękiem i obrzydzeniem... Przemieszczałam się bezwładnie z kąta z kąt, byle uniknąć spotkania z nimi, ale to nic nie dawało, bo gdzie ja, tam i te paskudne węże... . To było wyjątkowo nieprzyjemne. Po jakimś czasie ten duży wąż pojawiał się ze swoimi potomkami, a było ich dziesiątki. W pewnym momencie temu mniejszemu obcięłam ogon, ale on od razu się zrósł... Makabra. Męczyłam się okropnie, bardziej się wiłam jak te węże. Na domiar złego byłam rozczochrana, czego bardzo nie lubię ... Takie bliskie spotkania z wężami to nic miłego. Uciekałam przed nimi, a one natychmiast "wyrastały" przede mną . Nadal jestem pod wrażeniem tego snu, taki był streująco realistyczny. Przed spaniem obejrzałam przyrodniczy film o wilkach, może to on wywołał takie majaki senne i stał się przedłużniem oglądanego obrazu świata przyrody ?  W tym śnie nie było ani jednego pozytywnego momentu, przez cały czas szukałam bezpiecznego schronienia, a to mi się najwyraźniej nie udawało. Podobno jeśli we śnie człowieka osaczają węże, zapowiada to zmianę w życiu; jest to nawiązanie do węża zrzucającego starą skórę, tzn. węża, który ulega metamorfozie. Symbolika węża jest niejednoznaczna. Wąż jako próżny i przebiegły kusiciel wywodzi się z Biblii. W Indiach są czczone i mają królewską rangę. Przez ludzi są różnie postrzegane. Mnie te gady przerażają . Podobno symbolizują transformację , moc i zmiany, także samorealizację . W przekazach mitycznych wąż wiąże się ze znakiem pierwotnych sił kosmicznych oraz z nieśmiertelnością. Czas pokaże, czy był to sen ostrzegający lub wieszczący cokolwiek nieprzyjemnego. Dzisiejszy sen nie był o wężach ale równie przerażający.  Pojawili się w nim obcy ludzie o groźnych obliczach... Muszę ochłonąć... 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

... w te i wewte...

środa, 05 sierpnia 2015 20:08

 

       www.polskiemuzy.pl                                                          www.pielgrzymki.szczecin

 

112 anioł.jpg....

Foto z internetu...

 

Wystarczy maźnięcie "w te i we wte...", a dzieło sztuki gotowe w ciągu pięciu minut. Można to sprzedać za niezłą cenę i wmówić naiwnym , że ma wartość długowieczną . Takie właśnie "dzieło" przed chwilą stworzyłam w ciągu pięciu minut.

mazaczki.jpg


Czy znajdę nabywcę tego "wiekopomnego okazu"? Wystarczy, że posłużę się manipulacją. Znajdą się tacy , którzy uwierzą w wartość tego czegoś... . Nie wypada przyznać się , że jest się ignorantem z zakresu dziedziny sztuki. Wypada natomiast przystanąć przed takim tworem ludzkiej wyobraźni. Zadumać się . Westchnąć , jakie to ponadczasowe i zaraz ogonek następnych takich entuzjastów, którzy przyszli na wernisaż głównie po to, by wypić lampkę wina i się pokazać... Abstrakcja abstrakcją ale jaki sens tej abstrakcyjnej kołomyjki? Trzeba napracować się , żeby wystarczająco dokładnie narysować poszczególne części natury, różne detale, niewygodne to, więc lepiej zabawiać się w artystę bez zbędnego wysiłku. Nazwać to jakoś , np. "Rybki w akwarium" i upchnąć na wystawie... Nawet mi odpowiada takie malowanie ze względów czasowych... Swój olejny autoportret malowałam  kiedyś przez tydzień... Jakiś czas przyozdabiał ścianę ostatecznie opatrzył mi się i wylądował w piwnicy... Ciekawe w jakim jest stanie ? Czy znajdzie się nabywca, który takie przedstawione tu dziełko ode mnie kupi? Na pewno nie, bo zrobiłam antyreklamę na taki domorosły malowany bestseller. Jeśli trzeba to go uszlachetnię i w ramkę oprawię... O, już gotowy !

uszlachetniony 3.jpg

 

Gorzej wypadł niż ten pierwszy, ale może znajdzie nabywcę ? Nigdy nie wiadomo. Jeśli już to ten... Można to nazwać - "Reksio na spacerze..." Tu więcej kombinacji...

 

e.5.png

 

 

Jest i druga wersja tego tematu... Która lepsza?

 

piesek 9.png

 

Może ktoś się skusi? Sprzedam ze zniżką za jedyne 1299,99 złotych. To niewygórowana cena. Ramka gratis. Świetnie przyozdobi beżową albo czerwoną ścianę w przedpokoju... Naprawdę warto kupić . Doda charakteru nowoczesnemu wnętrzu... I jakie to "dziełko" unikalne... Wystarczy tej zabawy na dzisiaj... !

 

https://youtu.be/FxxPEF6K1II 

 


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Skąd ten chiński strój?

poniedziałek, 04 maja 2015 10:13

 

       www.polskiemuzy.pl                                                          www.pielgrzymki.szczecin
 
 
 
 
 
chinka ja.JPG....
 
 
 

Skąd ten chiński strój?
Właśnie powróciłam z Chin , równie zadziwiająco szybko, jak szybko się tam znalazłam. Zaczęło się od dworca w moim mieście. Prosto z niego ruszyłam w stronę Wałów Chrobrego, jako że, całe moje życie kręci się wokół tego miejsca. Gdy byłam u podnóża wałów, przypomniało mi się , że nie odebrałam biletów z kasy, więc ruszyłam z powrotem... Nie wiadomo dlaczego, wszystko raptownie się odmieniło. Znalazłam się w ogromnej hali pełnej wojska. Uzbrojeni, skośnoocy żołnierze, ubrani w popielate mundury, w pełnej gotowości bojowej, leżeli pod ławkami. Nagle poczułam, jak jeden z nich chwyta mnie i wpycha pod ławkę. Leżałam tak dłuższą chwilę . Potem obraz zaczął się zamazywać ... Ocknęłam się w samolocie, nic nie rozumiejąc z tego, co mówili, bo byli to Chińczycy. Pokazywali na mnie i gorączkowo gestykulowali. Jeden z nich kierował lufę karabinu prosto na mnie. Nie miałam pojęcia, co się dzieje, a z tego zaskoczenia, nawet nie czułam strachu poza zdziwieniem. Chyba ponownie straciłam przytomność, bo kiedy się ocknęłam, byłam w gwarnym mieście pełnym ludzi. Przy mnie było pięć Chinek i chyba tyle samo Chińczyków ubranych w tradycyjne stroje narodowe. Nie mogłam odgadnąć wyrazu ich twarzy, bo sprawiali wrażenie, jakby ich lica były z wosku. Chinki rozmawiały ze mną po polsku. Nie chciały powiedzieć, w jakim celu tam się znalazłam i jak długo tam zostanę. Przeraziłam się z jednego powodu, bo poza tym w co byłam ubrana i poza nieczynną komórką, niczego innego ze sobą nie miałam, nawet torebki, z którą się nigdy nie rozstaję... Największym zmartwieniem w owej chwili było, że nie miałam bielizny na zmianę... Kiedy powiedziałam o tym Chinkom, jakoś dziwnie uśmiechnęły się... Jedna z nich zaprowadziła mnie do ciasnego hutongu , gdzie w kołysce leżało dziecko. Kiedy zaczęło płakać , wzięłam je na ręce i przytuliłam... Potem Chinka zaprowadziła mnie do pokoju z dużym lustrem , kiedy spojrzałam na nie, ujrzałam siebie w chińskim stroju. Kiedy i kto mnie tak wystroił , tego nie wiem... Raptem wszystkie obrazy rozmyły się w przestrzeni i znalazłam się tu, gdzie jestem... A tu nudno... Nic ciekawego się nie dzieje, przynajmniej w tej chwili. Może znowu ktoś lub coś mnie porwie w jakieś niecodzienne rejony, gdzie dzieją się akcje, które zmuszają do pytań i dostarczają wrażeń, które mogłyby stworzyć podwaliny choćby pod jakieś egzotyczne libretto ... ?

 
 
https://youtu.be/VBdieFD1ei0 
 
https://youtu.be/6VHMzGfA6pE   
 

Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Być jak kot...

niedziela, 08 lutego 2015 1:39

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.szczecin

 

Kwiaty, Szyba, Deszcz

 

Niedawno postanowiłam -

w deszczu, w śniegu i w wietrze,

przy każdej pogodzie ...,

będę ze spokojem w zgodzie.

Postanowienie postanowieniem a życie niesie swoje udręki...

Jak w sytuacjach denerwujących zachować spokój?

Przez jakiś czas dystans do tego co wokół się dzieje jest, ale magia świętego umiaru pryska, gdy następuje nawarstwienie przeciwności. Cierpliwie czekałam aż przyślą mi komputer z gwarancyjnego przeglądu. W końcu udało się go podłączyć do ekranu. Jednak moja radość szybko minęła, gdy okazało się, że muszę się wszystkiego nauczyć od nowa. W dodatku "mysz" podryguje jakby się czegoś mocniejszego napiła, nie daje się opanować .  Nie pierwszy raz stwierdzam, że im bardziej nowoczesny sprzęt, tym głupszy. To jak z tekstami pisanymi udziwnionym językiem. Jakby nie było można posługiwać tym, co sprawdzone i mądre. Zawsze znajdzie się jakiś ulepszacz...Nie lubię radioodbiorników elektronicznych, są okropne. Dobrze, że mam jeszcze jedno normalne radio z dawnych czasów... Zasiadłam przy komputerze z mieszanymi uczuciami, przez tę nieprzewidzianą przerwę w pewnym stopniu odzwyczaiłam się od wirtualnej scenerii... Czasami warto oderwać się od niezbyt zdrowych przyzwyczajeń i poczuć się chociażby jak kot, który przykucnął pod piecem, rozciągnął się leniwie, oblizał łapkę języczkiem i przez chwilę poczuł się szczęśliwie... Tylko jak dokonać takiej metamorfozy, by stać się szczęśliwą jak ten kot? 

PS. Wszystkim stokrotnie dziękuję za dobre słowa i zainteresowanie... Krystyna


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pech , stres i takie tam...

poniedziałek, 26 stycznia 2015 21:36

 

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.szczecin

 

 

 

 

 

"Pójdź za mną" to wezwanie do życia trudnego a nie tylko wezwanie do współpracy i realizacji, także wezwanie do akceptacji przeróżnych udręk ciała i duszy. Stary i Nowy Testament jako przesłanie miłości definiuje nasze odniesienia do tego, co nas spotyka. A spotyka nas co krok... Dziś w audycji - "Świat się kręci " o  stresie. Wysłuchałam i zastanowiłam się, czy jestem w takim stanie emocjonalnym i umysłowym jak stres... Rozleniwiłam się fizycznie i duchowo, wiele godzin przesiaduję przed telewizorem, mnóstwo kanałów; jest co oglądać - wiadomości, dokumenty  grozy, różnego rodzaju filmy. Trochę czytam i prawie wcale się nie denerwuję, co raczej nie leży w moim charakterze, więc może to objawy stresowej natury moich ostatnich poczynań? Przed świętami zepsuła mi się lodówka, musiałam kupić nową. W dzień wigilijny z rana chciałam wysłać życzenia do moich stałych Czytelników, zwłaszcza do Tych, którzy nie mają blogów. Skończyło się na zamiarach, ale jedno pewne, życzliwie pomyślałam o Was Wszystkich. Nie udało się niczego wpisać, bo mój dwuletni laptop przestał działać, mimo że w nocy jeszcze był czynny... Dopiero znalazł się czas w Nowym Roku, by zanieść go do naprawy. Był tam kilka dni, naprawa okazała się zbyt kosztowna, więc zdecydowałam, że kupię nowy. Tym razem chciałam mieć ponownie stacjonarny. W żaden jednak sposób nie udało się go podłączyć do moich dwóch, nie tak starych, monitorów ani do telewizorów. Zakupiony komputer prawdopodobnie jest fabrycznie uszkodzony, w sklepie nie wymienili go na inny, tylko wysłali do sprawdzenia do Warszawy, podobno trwa to około 2. tygodni, więc czekam.  Dziś piszę z laptopa córki. I tak to mi się wszystko po kolei kręci i niewiele wychodzi mimo chęci, bo jak pech to na całej linii. Kilka dni temu zablokowała mi się klamka od drzwi wejściowych, nowo zakupiona nie pasowała, więc ją też trzeba było wymieniać...Lada moment czeka mnie wezwanie na kolejny zabieg operacyjny, jak dobrze pójdzie nie będzie mnie kilka dni... Chwilowa przerwa od komputera nawet dobrze mi się przysłużyła, ale kiedy na tej klawiaturze wystukuję coraz więcej znaków, to coraz bardziej bierze mnie chętka na pisanie, tyle przecież  mam do powiedzenia... Może uda mi się wkrótce częściowo nadrobić stracony czas...? A jak się nie uda, to też nic się nie stanie, bo przecież wszystko i tak kiedyś się kończy. Na zakończenie tego wywodu tak jakoś mi się szaro o wszystkim pomyślało...

 

w szarości szarość szarością szarzeje

szarym szarzeniem szarzastych szarzeń

szarzy szarością szara szarość

w beznadziejnym szarością życia karnawale

 

Czekam na kolory...!


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

"Znowu w życiu mi nie wyszło..."

sobota, 13 grudnia 2014 19:22

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.

 

 

„Znowu w życiu mi nie wyszło…” jak w piosence w wykonaniu „Budki Suflera”.

 

http://youtu.be/Hslac_tmcNE

 

Właściwie to każdy mógłby to samo o sobie powiedzieć. Więcej nam nie wychodzi niż wychodzi, jakby rzekł jeden z moich znajomych – „ nie ma to tamto…”, chociaż różnie to bywa z proporcjami dobrego i złego. Coś bardzo ważnego dla mnie ostatnio mi nie wyszło trochę z mojej przyczyny… , a może nawet i więcej aniżeli trochę, głównie z mojego nastawienia i samopoczucia,  mimo że podkładem „porażki” było nawarstwienie wielu innych, niezależnych ode mnie przyczyn… Niezbyt to czytelne, ale tak to jest, gdy naczelnym wskaźnikiem jest prywatność. Od pożalenia się jednak na codzienność nie mogę się powstrzymać, stąd to enigmatyczne wyznanie. Ale czyżby „było za późno…”, by „zaczynać wszystko znów…” , gdy wręcz irracjonalnie to „wszystko” wydaje się przeciwne? Jedno w tym najpewniejsze, zbytnia otwartość zaszkodziłaby wielu, w tym i mnie samej! Szokująca prawda zaciekawia, ale przecież  nie zawsze nadaje się do ujawienia ze względu pro publico bono oraz osobistą sekretność. A tak na marginesie... Niech to zostanie między nami...

 

http://youtu.be/oG6pEolAKm8

 


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nie inaczej tylko tak

poniedziałek, 08 grudnia 2014 15:52

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.

 

 

‫     
 سلمي الحجاز   - Autor zdjęcia i mądrych wierszy     
 
 

Nie mam pojęcia, co się dzieje, chociaż doświadczona przeróżnymi  autopsjami, tak absurdalnymi, że wprost wydawałoby się nierealnymi,  powinnam wiedzieć co i jak... Jednak nie wiem... W końcu nie jestem alfą i omegą. Czego ostatnio nie dotknę, wszystko mi się "knoci".  Nieprawdopodobne a jednak … Zawirowanie takie, że nikt nie uwierzyłby… Zobaczę , czy sobie z tym stanem poradzę , bo już nie jestem taka pewna swej mocy nie poddawania się… Mam odczucie, że ktoś mnie zainfekował złym życzeniem pod każdym względem. Pasmo niepowodzeń.  Do czasu… , do czasu… U wróżbitów i wróżek pomocy nie będę szukała i w głupi sposób pieniędzy nie wydam, wystarczy że ci, „paranienormalni” znajdują tysiące naiwnych  i w stacjach telewizyjnych zarabiają  krocie, wciskając ciemnotę i szachrajstwo… Szarlatani do wzięcia cieszą się niesłychanym wprost powodzeniem. Co która osoba w naszym kraju korzysta  z  porad rzekomych jasnowidzów i wróżek?  Jakie jest przełożenie tego zjawiska w statystyce? Czyżby owi, nowo telewizyjni przepowiadacze,  byli bardziej skuteczni niż sam  Kaszpirowski albo ktoś inny z tej branży ? Niech sobie wróżą , nic mi po tym.  Jakoś przebrnę przez tę gęstwinę  nonsensów, które przez całe życie za mną łażą (najwyraźniej polubiły mnie…),  a teraz w szczególności… Widać, tak ma być, co nie znaczy, że sobie nie poradzę ! Całkiem za darmo sama się „okadzę”  z każdej strony i wyśpiewam odpowiednią, wróżbiarską „kantatę…”

Rytuał to rytuał… A kysz złe moce, a kysz…! ! ! Tylko czy to coś pomoże , gdy wokół  natłok  negatywnych  energii?  Jakby nie było, sama sobie wywróżę wszelką pomyślność i podróże  (których mi brakuje)… W końcu zła passa , chcąc,  nie chcąc, sama minie. Jak to jest z tym powiedzeniem – „nadzieja matką głupich…” ?

To chyba głupia jestem, bo żywię się nadzieją… Nie inaczej. Jest coś, na co w stu procentach liczę,  jest tym różaniec, chociaż do modlitwy na nim trochę się przymuszam, bo jakoś trudno mi powtarzać mantryczne  eksklamacje (słaba w tym jestem mimo chęci….), ale chyba jakieś szanse  w tym kierunku jeszcze mam…  . Może trafi mi się „los na loterii szczęścia, nie pieniędzy…” w przyszłym życiu? Jak się nie trafi, jakoś to przeżyję, oswoiłam się z niepowodzeniami… Po co mam się martwić na zapas? Póki co,  powspominam , co było miłe, a nie jest. W ekskluzywnym balu, u gubernatora w Indiach, co prawda , nie uczestniczyłam, bo nie urodziłam się jako córka „interreksa”, ale i  bez tego nierealnego  wątku inne bale , bardziej przyziemne , zaliczyłam, więc jest,  co, ku radości serca, wspominać, by samoistnie poprawić humor…

PS. Przepraszam, że nie dotrzymałam słowa i nie odwiedziłam znajomych blogów, nie miałam kiedy, jestem Waszą dłużniczką i jak tylko będę gotowa to uczynić, odwiedzę … Krystyna


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Tym razem coś mniej poważnego....

wtorek, 25 listopada 2014 15:38

 

 

www.polskiemuzy.pl       www.pielgrzymki.

 

Od dłuższej chwili starałam się wprowadzić treściwy wpis, lecz niestety, nie udaje się , bo "admin. bloog." nie odpowiada... Tak działa WP, z którą mimo wszystko trudno mi się rozstać. Prowadzę ten blog już ponad siedem lat i mam w nim jeden milion trzydzieści cztery tysiące dziewięćset dziewięćdziesiąt trzy "wejść", podczas gdy moja strona w Google + istnieje dopiero kilka miesięcy i tam licznik zarejestrował - milion dziesięć tysięcy siedemset czterdzieści jeden " wyświetleń"...Za dwa, trzy dni, a może wcześniej, prześcignie wejściówki w tym blogu... 

Ciekawa jestem , czy teraz to opublikuje się ...Tym razem do publikacji wybrałam coś lżejszego z mego archiwum...